Szarpidrut

Recenzja płyty zespołu The Moon - Nów.

The Moon - Nów

Wydany: 2017

http://the-moon.pl/

01. Ślady

02. Zapomnienie

03. Obojętność

04. Pani Domu

05. Nadzieja

06. Tul

07. Morfeusz

08. Korytarze

09. Nic

10. ASAP

11. The Moon

12. Kolej Rzeczy

Z poznawaniem nowych zespołów jak z randkami - zdarza się, że już pierwszy kontakt zwiastuje dłuższą znajomość (czasem nawet na całe życie), ale bywa też zupełnie odwrotnie. Czasem człowiek już na wstępie pragnie uciąć wszelkie relacje i spierniczyć byle jak najdalej. Dlatego też zastanawiałem się, jak będzie wyglądać sytuacja w przypadku gdańskiej grupy The Moon i ich ostatniego krążka „Nów”, którego premiera miała miejsce w maju bieżącego roku.

Podczas wstępnego rozeznania organoleptycznego próbowałem - nie kosztując jeszcze samej muzyki - zorientować się, z jakiego typu dźwiękami będę miał do czynienia. Kosmiczna oprawa graficzna, a dokładniej okładka z księżycowym pejzażem nie wyjaśniała w zasadzie niczego (pojawiły się jedynie skojarzenia wobec „Passage” grupy Samael, ale tylko w kwestii graficznej). Sam pomysł jeszcze całkiem niezły, ale to, co kryje wnętrze kartonowego opakowania budzi zgrozę - widok poszczególnych muzyków wyłaniających się z różnych stron/wnętrza planety prezentuje się... nie prezentuje się w ogóle. Spotkałem się z opinią pewnego znanego muzyka, który twierdzi, że w rockowej kapeli wygląd/image jest bardzo istotny. Patrząc przez pryzmat tego, co powiedział; The Moon od strony wizerunkowo - wizualnej zawodzi na całej linii. W tej materii można mówić o całkowitej porażce. Każda osoba jakby z innej bajki?! W przyszłości przydałoby się nad tym popracować, albo przynajmniej darować sobie zamieszczanie tego typu graficznych „fantazji”.

Po graficznej terapii szokowej byłem pełen obaw co do zawartości muzycznej i tu niemałe zaskoczenie, miła niespodzianka (przynajmniej na początku...). Od razu dodam, że dźwiękowo The Moon prezentuje się o niebo lepiej niż w kwestii prezencji wizualnej! Już pierwsze takty otwierającej kompozycji „Ślady” wprowadzają w przyjemny nastrój (można poczuć pewne odniesienia wobec przeboju Martyny Jakubowicz „W Domach z Betonu Nie Ma Wolnej Miłości”). Delikatne dźwięki z pogranicza zmysłowo - klimatycznego rocka wzbudzają pozytywne odczucia napawając optymizmem co do reszty materiału. To poczucie potęgują kolejne, równie udane „Zapomnienie” o nastrojowym zabarwieniu oraz nieco bardziej drapieżna „Obojętność”. Ogólnie rzecz ujmując pierwsze utwory pod względem stylistyki zbliżają zespół w rejony charakterystyczne m.in. dla takich twórców jak Łzy, Closterkeller czy Big Day. Pojawiają się także skromne odniesienia wobec wcześniejszej twórczości grupy Hey.

Atmosferę znienacka wykoleja mocno „radiowa” „Pani Domu” z festynowymi ornamentacjami klawiszowymi w zwrotkach. Utwór budzi silne skojarzenia wobec czarnego fatum Alicji Janosz - chodzi o słynny utwór o jajecznicy... Podobne emocje wzbudza także późniejszy „ASAP” z anglojęzycznymi wstawkami tekstowymi. Za pośrednictwem właśnie takich utworów The Moon pokazują drugie, mniej ujmujące oblicze. Wtedy muzyka traci na wartości, znika wszelka magia oraz nastrojowość, ustępując miejsca łatwej papce o radiowym wydźwięku. Ta dualność muzycznego charakteru umniejsza walory płyty i w moim odczuciu wzbudza rozdrażnienie i zażenowanie. Aż mnie nerwy biorą, jak pomyślę, że tak łatwo można spieprzyć nietuzinkową atmosferę i to tak trywialnym banałem! Trochę mnie to dziwi i zarazem mierzi, bo The Moon posiedli umiejętność kreacji niebanalnego klimatu, co wychodzi im naprawdę dobrze. Do tego mają odpowiedni warsztat oraz niemałe umiejętności. To pozwala im tworzyć bardziej zróżnicowane struktury, czego doświadczyć można chociażby podczas poetyckiego „Morfeusza”. Więc nie pojmuję, o co tu u licha chodzi?!

Grupa potrafi też podkręcić obroty wystawiając rockowy pazur. Ma to swoje odzwierciedlenie chociażby przy okazji „Nadziei” oraz „The Moon”, który nie wiem po jaką cholerę - jako jedyny - został zaśpiewany po „angielsku”. Anna Klein dużo lepiej i pewniej radzi sobie z polskimi tekstami i tego powinna się trzymać! Warto też zaznaczyć, że wokalistka może nie jest petardą rockowej mocy, ale jej głos jest kojący i miły dla ucha.

Uwagę zwracają dosyć ciekawe, nierzadko osobiste teksty, które (co nie jest tak oczywiste) nie traktują o niczym, jak to ma miejsce w przypadku topowych artystów radiowych rozgłośni. Po prostu zespół ma coś do powiedzenia poruszając kwestie bliskie człowiekowi. Jednak i w tej materii wkrada się banał (chyba wiadomo już, o jakie kawałki chodzi...). Miłą niespodziankę stanowi zamykający całość, elektroniczny, dość popowy „Kolej Rzeczy” - utwór zdecydowanie odstaje od reszty, ale posiada ujmujący klimat oraz ciekawy pomysł, a tych grupie raczej nie brakuje.

Cóż więcej można dodać... Ogólnie rzecz ujmując „Nów” można traktować jako materiał całkiem przyzwoity (gdyby nie pewne incydenty). Szczególnie pozytywne wrażenie robią atmosferyczne utwory - pod tym względem grupa ma spory potencjał. Znowu wcielenie pt. „radiowe pitu pitu” nie przemawia do mnie w ogóle! Chociaż to pewnie przy tej opcji komercyjny sukces byłby bardziej realny. Jakby nie było, kto gustuje w klimatycznych odmianach lżejszego rocka z żeńskimi wokalami i nie wadzą mu infantylne wtrącenia, ten może połakomić się na poznanie grupy The Moon. Jestem ciekaw, co zespół pokaże w przyszłości, jaką drogę obierze, „radio” czy niebanalny nastrój...

Ocena: 3/5

Marcin Magiera

Zgłoś nieodpowiednie treści



PARTNERZY


LOGOWANIE

Zamknij

REJESTRACJA

Zamknij
lub

Masz już konto w Szarpidrut.pl?

Zaloguj się w Szarpidrut.pl

ODZYSKIWANIE HASŁA

Zamknij
Odbierz pocztę e-mail! Wysłaliśmy tam wiadomość! Nie ma? Sprawdź folder SPAM
Nie mamy takiego adresu w bazie!

Podaj adres e-mail, którym logujesz się do serwisu - wyślemy tam link do wygenerowania nowego hasła