login
Wyszukaj na stronie

ALTAIR - historia, która nie chciała się skończyć

Test_SZ Test_SZ

13/04/2026 Ilość odsłon: 350
share:
ALTAIR - historia, która nie chciała się skończyć

Bartek: Zaczęliście grać w latach 90. Jak na przestrzeni lat zmieniały się relacje między Wami, jako muzykami i ludźmi? 

Paweł: Lata 90. to był czas dorastania dla nas wszystkich. Jako młodzi i gniewni na pewno często się spieraliśmy. Spędzanie ze sobą dużej ilośći czasu powodowało pewnie wiele spięć. Zawsze jednak łączyła nas wspólna pasja do grania. Potem przyszła dorosłość: studia, praca, rodziny. Proza życia rozluźniła nasze relacje, ale pasja grania przetrwała i po latach znów pozwoliła man na nowo się spotkać. Dziś wiemy, że w grupie nie chodzi o to, żeby się uwielbia, ale o wzajemny szacunek i dążenie do wspólnego celu. To on nadaje sens naszym relacjom. 

 

Bartek: Jaką energię wnosili kolejni członkowie zespołu? Czy był to powiew świeżości, czy raczej wyzwanie dla wypracowanych już schematów?

Antek: Obie odpowiedzi są poprawne, zawsze był to powiew nowego spojrzenia i energii. Wiadomo, zawsze jest tak, że po znanej drodze łatwiej się idzie. Na szczęście każdy z nowych muzyków, oprócz tego, że wnosił swoisty styl i podejście do grania, dawał również solidnego kopa energii w zespole oraz świeże spojrzenie na sprzęt i brzmienie. Zawsze wypadkową jest każdy kolejny kawałek napisany wspólnie, tam jak na dłoni widać i słychać zmiany w zespole.

 

Bartek: W latach 90. rynek muzyczny wyglądał zupełnie inaczej. Jakie wtedy mieliście wyobrażenie o „sukcesie”, a jak definiujecie go dzisiaj?

Paweł: Jeśli pytasz o sławę, to zaczynając w latach 90., nikt nie myślał o zespole w kategoriach sukcesu. Była moda na granie, punk, metal i to się liczyło, byle było głośno i rozpierdziel. Jednak przyznam szczerze, że w naszym przypadku, tak po 2000 roku, wszystko zaczęło nabierać naprawdę dużego rozmachu. Graliśmy bardzo dużo koncertów, od małych klubów po juwenalia, uczestniczyliśmy w różnych konkursach. Pamiętam nawet, jak podczas koncertu, naszego wtedy ostatniego wyjazdowego w Chełmie, dostaliśmy propozycję grania na Słowacji, a później zakwalifikowaliśmy się na duży festiwal w Poznaniu. Jednak z tych wszystkich rzeczy musieliśmy zrezygnować, bo właśnie w tym najlepszym dla nas momencie zawiesiliśmy działalność ze względu na wyjazdy emigracyjne większości członków zespołu. Natomiast jeśli chodzi o dzisiaj, samym sukcesem dla nas jest już to, że zaczęliśmy grać ponownie po tylu latach i dalej dobrze się przy tym bawimy, nagrywamy, a przed nami koncerty, więc to już jest dla nas sukces. Ten wywiad jest tego najlepszym przykładem 😊

 

Bartek: Co pozwalało Wam przechodzić przez konflikty i iść dalej do przodu, mimo napięć, które po drodze na pewno się pojawiały?

Antek: Nie wiem, czy konflikty… Muzyka jest dla nas formą odskoczni od konfliktów i codzienności. Jeżeli były sytuacje, w których nie było komfortu i wzajemnego poczucia, że chce się iść na próbę czy koncert, to był jasny sygnał, że jakaś formuła się wyczerpała. Z większością chłopaków mamy większy lub mniejszy kontakt i raczej nie ma sytuacji z tzw. „kwasem”.

Prawdą jest, że jestem w zespole takim człowiekiem od organizacji i staram się zawsze robić tak, żeby każdy z nas miał komfort i radość ze wspólnego grania. Nie znaczy to, że nie było trudnych rozmów. Paradoksalnie, zawsze oznaczało to dla nas duży krok do przodu.

 

Bartek: Kiedy zespół zawiesił działalność, co zostało wtedy w Was samych, już poza ALTAIR?

Paweł: Tak jak mówiliśmy poprzednio o sukcesie, skończyć coś, kiedy dobrze się bawisz, i nagle musieć to przerwać w najlepszym momencie, to wiadomo, jaki nastrój wtedy Ci towarzyszy. Osobiście pozostał żal tych niewykorzystanych szans. Ale też uważamy, że nic nie dzieje się bez przyczyny, wróciliśmy silniejsi, dojrzalsi, z całkiem innym podejściem do sprawy. Może to teraz jest ten lepszy moment niż wtedy 😊

 

Bartek: Co takiego wydarzyło się, że powrót przestał być tylko marzeniem, a stał się realną decyzją?

Antek: Pandemia… sytuacja, w której uświadamiasz sobie, że właściwie jesteśmy małym pyłkiem w skali świata, oraz chęć spełnienia chociaż części z tych przerwanych za młodu planów i marzeń.

Pamiętam, jak napisałem do Pawła: „Żyjesz? Masz gitarę? Gramy?”

Spotkaliśmy się, odpaliliśmy wzmacniacze. Najpierw były ogromne dziury w pamięci, ale potem każdy poczuł, że to ma jeszcze sens, że to jeszcze nas kręci. Wystartowaliśmy w składzie niemal identycznym do tego, w którym stanęła nasza aktywna działalność. Czas lekko to zweryfikował, ale nabieramy wiatru w żagle i chcemy więcej i głośniej.

 

Bartek: Mając za sobą tyle lat doświadczeń, kim jako zespół na pewno nie chcecie się stać, ani na scenie, ani poza nią?

Antek: Nie chcemy być karykaturą ani tylko komercyjnym projektem. Każdy z nas ma marzenia, chce zagrać na dużych scenach z fajnymi kapelami. To nas napędza. Rock and roll się nie starzeje, więc siwe włosy lub ich brak  nie są przeszkodą 😊

 

Bartek: Szarpidrut to scena. Czy po latach powrót na nią jest jak powrót do domu, czy raczej jak wejście do zupełnie innej rzeki?

Antek: Tu znowu obie odpowiedzi są poprawne. Sporo wody upłynęło i rzeka też już nie ta sama… Załoga też jest inna, ale nasz statek dobrze się czuje na tych wodach!

 

Rozmowę przeprowadził: Bartosz Tomczak, SZarpidrut.pl

Korekta językowa: Sylwia

---

🎧 Posłuchaj ALTAIR:

 

 

 

☕ Szarpidrut.pl to mój autorski projekt tworzony z pasji do niezależnej muzyki gitarowej.
Jeśli chcesz pomóc mi rozwijać portal i dalej robić wywiady dla zespołów i słuchaczy tej sceny, możesz postawić mi kawę.

Pozostałe newsy