Ostatnio w głowie, słyszę ciche kołatanie
Zignoruję tą narośl, na pewno nic się nie stanie
Chodź na logikę podejmuje dobre decyzje
Zaraz wybuchnie wewnętrzna hipokryzja
Mózg, jak przegrzany dysk, wciąż się dusi, wciąż trze
Pot i strach w dłoniach, dzień za dniem w oddali
Zaciskam zęby, byle nikt nie widział że drżę
Czy to sukces, czy tylko łudzę się?
Lustro milczy, twarz znajoma, twarz nie moja
Każde słowo, plon iluzji, grzęźnie w snach
Fałsz serce karmi, duszę zatruwa
Sam dla siebie kat, kłamstwo od wielu lat
Mózg, jak przegrzany dysk, wciąż się dusi, wciąż trze
Pot i strach w dłoniach, dzień za dniem w oddali
Zaciskam zęby, byle nikt nie widział że drżę
Czy to sukces, czy tylko łudzę się?
Szach trach szum!...
Hipokryzja
Mózg, jak przegrzany dysk, wciąż się dusi, wciąż trze
Pot i strach w dłoniach, dzień za dniem w oddali
Zaciskam zęby, byle nikt nie widział że drżę
Czy to sukces, czy tylko łudzę się?
W głąb podświadomości, gdzie umarł dzień
Zanurzam się w jezioro, w którym mieszka cień
Nad otchłanią pochylony, czuć smak i woń
Znaleźć ropień fałszu, zniszczę go