WYWIAD Z ZESPOŁEM NEAGHI ORAZ ICH PRODUCENTEM HARSHĄ DASARI. | NEWSY

WYWIAD Z ZESPOŁEM NEAGHI ORAZ ICH PRODUCENTEM HARSHĄ DASARI.

Pozwolicie, że pierwsze pytanie skieruję do Waszego producenta Harshy Dasariego. Harsha, polskim fanom metalowej muzyki jesteś znany głównie z gry w angielskim zespole Karybdis. Czy mógłbyś jednak czytelnikom Szarpidruta powiedzieć coś więcej o sobie ? Jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką i przede wszystkim produkcją ?

Harsha: Dorastałem w Indiach i pamiętam, jak mój brat przywiózł kiedyś zepsutą gitarę przyjaciela do domu.  Miałem wtedy 13 lat i od razu się w niej zakochałem. Potem usłyszałem Black Album Metalliki - oszołomił mnie i nauczyłem się grać go w całości. W ten sposób zostałem poważnym gitarzystą i gram na gitarze od prawie 30 lat. Grałem w wielu zespołach w kilku krajach i w wielu gatunkach muzycznych. Ostatnim zespołem, z którym grałem, był właśnie londyński Karybdis, ale po narodzinach córki,  a także z uwagi na wymagającą pracę i przeprowadzkę z Wielkiej Brytanii do Polski musiałem uczynić granie w zespole niższym priorytetem. Zamiast tego skupiłem się głównie na produkcji muzycznej, którą robię od ponad 10 lat. Kiedy zaczynałem swoją przygodę z produkcją, poszedłem na zajęcia produkcyjne do Adama Nolly Getgood (Periphery), Acle Kahney (Tesseract). Wiele się też nauczyłem oglądając Russa Russella, kiedy byłem w jego studiu nagrywając debiutancki album Karybdis.

W jaki sposób doszło do Twojej współpracy z Neaghi ? To pierwszy polski zespół, który wyprodukowałeś., jeśli się mylę to mnie popraw.

Harsha: To prawda, to pierwszy polski zespół, z którym pracowałem i mam nadzieję, że w przyszłości pojawią się możliwości pracy również z innymi. W Polsce jest wiele talentów i mam nadzieję na współpracę z innymi utalentowanymi zespołami i muzykami. Jak doszło do tej współpracy? Cóż, w zeszłym roku miałem wypadek na nartach i przeszedłem poważną operację. Utknąłem w domu na wiele miesięcy i spędziłem dużo czasu na nagrywaniu i miksowaniu. Wrzuciłem jeden ze swoich utworów na Facebookową grupę polskich muzyków poszukujących wokalisty do współpracy i tak odnalazł mnie Lever z Neaghi. Sprawdził moje konto SoundCloud, na którym publikuję swoje miksy i spodobały mu się moje umiejętności. Wyprodukowałem ich pierwszy utwór (Painting a Dead Man's Face Red) jako demo - najwyraźniej moja praca przypadła chłopakom do gustu i poprosili mnie o wyprodukowanie pełnego albumu.

Nagraliście kapitalną płytę, nie włażąc w tyłek mówię szczerze, że dawno nie słyszałem tak dobrze brzmiącej produkcji metalowego zespołu. Dlaczego więc po 3 latach ciężkiej pracy następują zmiany w zespole ?

Michał: Dzięki, to jest bardzo budujące i zwyczajnie miłe słyszeć że podobają Ci się kompozycje oraz produkcja. Pisanie tych numerów, granie prób, przygotowywanie nagrań demo, tabulatur oraz samo nagrywanie płyty w najtrudniejszym dla mnie okresie życia pochłonęło ogromnie wiele energii. Potrzebuję skupić się na rodzinie.

Adam: Wielkie dzięki za bardzo miłe słowa  na temat płyty. Tak jak  Michał wspomniał, bardzo dużo pracy trzeba było w nią włożyć, ale opłacało się jak słychać. Co do mojego odejścia z kapeli powiem tak, że w tej chwili sam nie wiem czy chcę grać metal, teraz na przykład uczę się  gitary hiszpańskiej, gram trochę bluesa.

Lever: Jesteśmy wdzięczni Michałowi i Adamowi za wkład i pracę jaką wykonali przy albumie. Trzeba jasno powiedzieć, że bez Michała ta płyta nigdy by nie powstała. Wykonał iście tytaniczną pracę, która kosztowała go wiele energii. Mam nadzieję, że nasi fani to docenią. Co odejścia chłopaków z Neaghi, w pełni szanujemy ich decyzję, natomiast my gramy dalej i na pewno nie zamierzamy składać broni.

Wojbass: Szczerze, nie dociera do mnie świadomość,  że promocja tego materiału na żywo, odbędzie się bez Adama i Michała, ale trzeba uszanować ich wybór i to że pracowali ciężko do końca procesu twórczego.

Brak gitarzystów w składzie oznacza również, że Wasze plany aby ruszyć z koncertami dość mocno mogą przesunąć się w czasie.

Wojbass: Nasze plany na pewno zostały zweryfikowane przez rzeczywistość, ale jak wspomniał Lever nie poddajemy się i bardzo liczymy, że już w nowym składzie uda nam się jeszcze w tym roku zagrać na żywo.

Lukas: No właśnie. Koncert jest kwintesencją nagranego albumu. Tam rusza sprzedaż i promocja. Na koncercie skupia się słuchacz weryfikując kto gra i jak gra.

Powróćmy do muzyki, pytanie do każdego z Was, jaka jest trójka faworytów z „Whispers of Wings” ?

Wojbass: Faworyci ? Whisper, Whisper, Whisper (śmiech).

Michał: Nie jest łatwo wybrać tylko trzy. Na próbach świetnie grało się większość z tych numerów. Kiedyś powiedziałbym Whisper, Painting, Demons. Teraz myślę, że Whisper, Last Redemption i hmm, chyba Painting. Ja te numery pamiętam z prób oraz demówek, na płycie mają troszkę inny charakter. Na żywo niesamowicie grało mi się Diabolical Mark.

Adam: Diabolical, Last Redemption i Painting.

Lever: Whisper, Painting, Last Redemption

Lukas: Tak samo jak Lever.

Harsha: Painting, Last Redemption, Awakening.

Czyli można powiedzieć, że Waszym sztandarowym numerem jest „Painting”. To również jeden z moich ulubionych kawałków. Więc może przydałby się do niego profesjonalny clip ?

Lukas: musielibyśmy zatrudnić aktorów udających gitarzystów (śmiech). Ale na pewno clip jest w planach, póki co jednak z uwagi na braki kadrowe musimy się z tym wstrzymać.

Wasz album brzmi świetnie, co nie uchodzi uwadze recenzentów. Harsha, jak ty, jako producent płyty podchodzisz do tak entuzjastycznych recenzji ? Przybliż nam choć trochę jak wyglądał proces produkcji „Whispers of Wings”. Czy jako producent miałeś również możliwość wprowadzenia na album własnych pomysłów ?

Harsha: Dziękuję Ci! Skłaniam się ku nowoczesnemu brzmieniu - jestem wielkim fanem takich zespołów jak Periphery, Veil of Maya, Architects. Jednocześnie starałem się, aby Neaghi miało niepowtarzalne brzmienie i wyróżniało się spośród reszty metalowych kapel. Gram też na kilku instrumentach i mogłem wykorzystać swoją kreatywność w niektórych piosenkach, gdy przyszły mi do głowy ciekawe pomysły. Na przykład wiolonczela w „No Man’s Land”, przerywnik wokalny w języku polskim w „Painting”, fortepian w „Last Redemption” - wszystko to przyszło jako przypadkowe pomysły (czasem we śnie!) - na szczęście zespół je polubił i mogliśmy wykorzystać je na albumie.

A jak oceniasz swoją produkcję ?

Harsha: To dość złożone pytanie. Jednego dnia wydaje mi się, że moja produkcja jest przyzwoita, a kilka dni później słucham swoich miksów i myślę, że mógłbym zrobić to lepiej. Produkcja to umiejętność, która ewoluuje - poświęciłem jej 10 lat i wciąż codziennie uczę się nowych technik.

Wracając do recenzji Waszego albumu, jak reagujecie na teksty typu: "absolutna klasa mistrzowska w muzyce", "objawienie" czy też "arcydzieło muzyczne". Czy czujecie się spełnieni, nagrodzeni za tą ciężką pracę, którą wykonaliście ?

Michał: Osobiście płytę postrzegam obecnie przez pryzmat pracy jaką przy niej wykonałem. Raczej nie dowierzam tak entuzjastycznym opiniom, oczywiście one w jakimś stopniu cieszą, ale potrzebuję nabrać dystansu i zapomnieć o wszystkich szczegółach dotyczących realizacji płyty. Dla mnie to nie są po prostu utwory a niezliczone rozterki przy nagrywaniu, komponowaniu. Pamiętam w którym miejscu byłem niezadowolony z intonacji, gdzie było mi trudno uzyskać odpowiedni rytm oraz brzmienie, które partie doskonaliłem dniami zanim mogłem je nagrać ze względną satysfakcją. Jestem zadowolony z tego, że projekt został ukończony. Z pewnością bardzo wiele mnie nauczył.

Lever:  Ja od samego początku czułem, że tworzymy coś niezwykłego i bardzo oryginalnego. Nie mniej jednak aż takich opinii się nie spodziewałem. Dla mnie ta najważniejsza, to opinia Piotra Kaczkowskiego na którego audycjach od początku lat 80-tych kształtowałem swój gust muzyczny. Nigdy nawet nie przypuszczałem, że zespół w którym gram będzie przez niego puszczany w jego kultowej audycji. Z jednej strony takie recenzje nobilitują, z drugiej zaś sprawiają, że z wielkimi obawami patrzę w przyszłość, bo poprzeczka przed zespołem idzie mocno w górę, a zastąpić w zespole kogoś takiego jak Michał to bardzo ciężkie wyzwanie.

Lukas: Szczerze, to sporo bym zmienił w partiach bębnów, jednak muszę przyznać, iż  jestem zadowolony z albumu. Kawał dobrej roboty a opinie o których wspomniałeś cieszą i to bardzo, ale przyjmuję to na chłodno . Jednym się podoba, innym niekoniecznie . Tak już jest . Czekam na wydanie płyty i na to co będzie dalej. Jak to mówią, jedna jaskółka wiosny nie czyni.

Wojbass: Bardzo miłe są te opinię, ale też będą negatywne oceny, trzeba się z tym liczyć i to jest naturalne, osobiście nie robi to na mnie dużego wrażenia. Liczę, że jeżeli jest to faktycznie dobry materiał, to ludzie zagłosują nogami, koncerty i frekwencja na nich to jest podstawa i jeśli tak będzie, to będzie pełnia szczęścia i spełnienia.

Jak oceniacie współpracę z Harshą ? Był surowym producentem, czy też bardziej była to przyjacielska atmosfera przy produkcji płyty ?

Michał: Harsha jest motywujący, wymagający i bardzo szczery. Jeśli dostarczasz wysokiej jakości nagrania, dostajesz naprawdę dobre brzmienie. Myślę, że dla nas wszystkich to była cenna lekcja i istotne doświadczenie.

Lukas: Dobrze, że produkcją zajął się ktoś spoza zespołu. W efekcie otrzymaliśmy świetnie brzmiący produkt z którego możemy być dumni.

Nagrywanie płyty zaczęło się już we wrześniu 2020 roku i trwało aż do marca 2021, dlaczego tak długo ?

Harsha: Był to długi proces z kilku powodów. Kiedy zaczynaliśmy, zespół nie miał napisanego całego materiału na album, część z utworów stworzona została już w trakcie, gdy album był nagrywany. Tak jak powiedział Michał, byłem też dość surowy co do jakości, często zdarzało się że prosiłem o ponowne nagrania z informacjami, co chcę zmienić. Myślę, że chłopaki mnie za to znienawidzili (śmiech) . Ponadto ograniczenia w związku z pandemią również znacząco wpłynęły na proces nagrywania.

To teraz o gościach na płycie, zacznę od tego najważniejszego, a przynajmniej najbardziej znanego. Caleb Bingham, były gitarzysta Five Finger Death Punch. Jak udało Wam się zaprosić do nagrań taką postać ? I czy Wasz budżet związany z produkcją mocno na tym ucierpiał ?

Lever: Caleb to bardzo miły facet, od dość dawna obserwuje jego karierę i jestem fanem jego talentu. Poznaliśmy się dzięki Facebookowi ponad rok temu i od czasu do czasu korespondowaliśmy za pomocą Messengera. Gdy zaproponowałem mu zagranie sola w „State of Mind” zgodził się od razu i już następnego dnia wysłał mi ślady ze swoimi partiami. To było iście ekspresowe tempo. A co do budżetu, to była jak zazwyczaj w takich sytuacjach, koleżeńska przysługa.

Kobiecy wokal na płycie, kto wpadł na taki pomysł i dlaczego zaprosiliście do współpracy właśnie Margo z zespołu Moyra ?

Lever: Kobiecy wokal to pomysł Harshy, miał inną wizję na końcówkę „Awakening” niż my. W pierwotnym pomyśle w outro recytowałem jakiś tekst, natomiast Harsha widział tam damską, delikatną wokalizę. Gdy zaproponował żeby zaprosić Margo do gościnnego udziału to wiedzieliśmy już, że będzie to bomba. Natomiast jako że Margo dysponuje kapitalnym głosem i świetnie czuje się w różnych technikach, uznaliśmy że jej wokal w outro to zdecydowanie za mało dlatego też dopisałem fragment tekstu, do którego Margo ułożyła linię wokalną i rozwaliła system !

Dlaczego płyta nazywa się "Whispers of Wings", a nie jak jeden z kawałków na płycie czyli "Whisper of Your Wings" ? Domyślam się że jest w tym jakieś ukryte przesłanie.

Lever: Wojtek niech to wyjaśni, to jego sprawka.

Wojbass: Bez kitu, nie pamiętam (śmiech).

Lukas: To musiał być jakiś głębszy sens.

Wojbass: Tak głęboki że nie pamiętam, była rozmowa ale o co mi chodziło, to nie pamiętam, musiałem wtedy być trzeźwy (śmiech).

Lever:  Chodziło o to, że pierwotnie płyta miała się nazywać "Whisper of Your Wings", czyli szept (trzepot) twoich skrzydeł. Wojtek wpadł na pomysł, że lepiej pod concept album pasować będą "Szepty skrzydeł" bo odnosić się to będzie wówczas do wszystkich utworów z płyty. Dodatkowo delikatna i romantyczna nazwa albumu idealnie pasuje do muzyki na nim zawartej (śmiech).

Wojbass: No tak, byłem wtedy trzeźwy (śmiech).

Adam, masz niezwykłe imię i nazwisko, na pewno musiało dojść do wielu śmiesznych sytuacji z tym związanych. Podziel się jakąś historią z czytelnikami Szarpidruta.

Adam: Kiedyś piłem wódkę „Pan Tadeusz” i pech chciał że się zjawiła policja, jak zaczęli spisywać mój dowód osobisty i zobaczyli, że Adam Mickiewicz pije „Pana Tadeusza”, to nie wytrzymali ze śmiechu i mi podarowali mandat (śmiech).

Apropos śmiesznych historii, to opowiem wam jedną, wprawdzie nie związana z nazwiskiem, ale mnie zawsze rozwala, jak sobie o niej przypomnę. Mojego maila zaczął atakować spam. Nie miałem założonych w outlooku filtrów, wiec wskakiwało mi to do głównych wiadomości, przez co żeby odkopać się i znaleźć cos ważnego traciłem mnóstwo czasu. W końcu nie wytrzymałem i na całe mieszkanie krzyknąłem "kur… mać". Na to z kuchni przybiegła moja żona i pyta "co się stało", więc  jej pokazuje maila, który przyszedł do mnie, a w nim reklama na środek powiększający penisa. Ta patrzy na mnie ze strachem w oczach i mówi "Szczepan, przysięgam, ja nikomu nie mówiłam"A jak już jesteśmy w temacie anegdot i śmiesznych historii. Neaghi istnieje 3 lata, na pewno w ciągu tego czasu musiało się wydarzyć cos zabawnego co dotyczy Was jako zespołu.

Lever: Kiedyś na próbę zaprosiliśmy naszych znajomych, w sumie chyba 10 osób. Wśród nich był stary fan Lokiana, który miał dość sporo procentów w głowie. W pewnym momencie podchodzi do mnie i mówi „nie zrozum mnie źle, nie jestem pedałem, ale jak chcesz to zdejmij teraz buty, a ja wyliżę ci stopy” (śmiech). Przy okazji – Artur, serdecznie Cię pozdrawiamy !

Wojbass: Pamiętam, Lever już prawie ściągał skarpetki, ale przypomniał sobie, że nie obciął paznokci.

Lukas: A pamiętacie indyjską skalę jaką wynalazł Michał przy tworzeniu „Last Redemption” ?

Michał: Była taka melodia w „Last Redemption” autorstwa Adama i ona była w niespotykanej skali, faktycznie pochodzącej z Indii. Wyszukałem ją, przeanalizowałem i szybko doszedłem do wniosku, że nie wiem jak ją "ugryźć". Zmieniłem jeden dźwięk czy dwa i wyszło bardzo podobnie, ale już w lepiej mi znanych rejonach moll naturalnej i moll harmonicznej.

Jako, że Lever wspomniał o zespole Lokian. Spotkaliśmy się kilka lat temu w warszawskim klubie Voo Doo Club gdzie Lokian, a więc poprzedni zespół Levera, Wojbassa i Lukasa, zagrał na festiwalu Rock Time Fest. Dowaliliście takiego czadu, że ludziom szczęka opadła. Serio mówię, jeden z najlepszych występów jaki widziałem na żywo. W oka mgnieniu stałem się fanem Lokiana, czekałem cierpliwie na płytę, a tu nagle informacja że Lokian zawiesił działalność po Waszym odejściu z zespołu. Tak szczerze, co się stało ?

Lever: Tzn. nie wiem jak Wojbass i Lukas to oceniają, ale szef Lokiana (Rafał Żelechowski – dop.red.) będąc jednocześnie liderem Kreona, był rozdarty wewnętrznie miedzy tymi dwoma kapelami. Chciał prowadzić obydwa zespoły jednocześnie, ale z uwagi na niewielką ilość nowego materiału jego pomysł był taki, aby Kreon i Lokian nagrały płytę z tymi samymi kompozycjami. Płytę, która różniłaby się tylko brzmieniem, oraz tekstami i wokalami. Ja dowiedziałem się o tym pomyśle dość późno, już w momencie gdy praktycznie cały materiał na płytę był gotowy a jeden z numerów nawet finalnie nagrany. Na szczęście nie było za późno aby opuścić kapelę i bawić się w autoplagiatowanie.

Wojbass: Każdy z nas widział tę sytuację na pewno trochę inaczej, dla mnie to klasyczny konflikt interesów między kochanką (Lokian), żoną (Kreon) i mężem (Rafał). Początek był burzliwy i namiętny, później wraca rozsądek i opamiętanie, na takich figlach przeważnie najgorzej wychodzi kochanka. Szkoda, bo mieliśmy dużo radości ze wspólnego muzykowania, było spoiwo, może brakło szczęścia. Śmierć mojej córki przypieczętowała podjęcie decyzji o odejściu z Lokiana i Kreona, musiały nastąpić jakieś zmiany. Dzięki wspólnej grze w Lokianie, powstanie Neaghi w tym składzie było totalnie czymś naturalnym. Prace nad płytą były, kilka kawałków zostało nagranych, można będzie ich posłuchać na płycie Kreona oczywiście w innym wykonaniu.

Lukas: Pamiętam jak Rafał usilnie zachęcał mnie do współpracy jeszcze w Kreonie. Było to w momencie kiedy z Demogorgon odnosiłem sukcesy. Ja odpisywałem, że nie mam czasu na dodatkowe zespoły. Pracowaliśmy wtedy nad płyta a to wszystko między trasami koncertowymi. Był to intensywny czas pracy dla mnie jako muzyka. Po rozpadzie Demogorgon byłem wolnym strzelcem a tak się złożyło, że Rafała spotkałem na jakimś koncercie i od słowa do słowa stało się tak, że pojawiłem się na próbie Lokiana. Tam poznałem Wojbassa i Levera z którymi gram do dziś. Co do pomysłu Rafała o nagraniu dwóch identycznych płyt pod innymi nazwami, dowiedziałem się o tym od Levera, gdy ten opuścił kapelę. Ogólnie rzecz biorąc o wielu genialnych pomysłach Rafała nie wiedzieliśmy, gdybyśmy wiedzieli zespół zapewne rozpadłby się jeszcze szybciej.

Wróćmy więc do Neaghi. Czy zakładając zespól mieliście już określony gatunek w którym chcieliście się poruszać, czy ewoluowało to w czasie? Jak duży wpływ na muzykę miało założenie stworzenia concept albumu opartego lirycznie na książce, której współautorką jest córka Wojbassa ?

Lever: Mieliśmy plan z Wojbassem, aby grać bardziej nowoczesną muzykę, połączenie thrashu z metalcore, coś jakby mieszanka Killswitch Engage z Testament. W zespole jednak pojawił się Michał i wybił nam to z głowy.

Michał: Pisząc utwory do Neaghi nie miałem na myśli konkretnego gatunku. Byłem zainspirowany historią upadłego demona oraz okolicznościami w jakich ta historia powstała, wiedziałem też że będziemy grać z bardzo dobrym perkusistą i postanowiłem wykorzystywać w utworach polimetrię, polirytmię, częste zmiany z rytmu prostego na triolowy oraz dysonanse. Miałem ochotę napisać coś ciekawego, zaskakującego, miejscami intensywnego, opowiadającego historię i podpartego zmianami nastrojów. Na pierwszym naszym spotkaniu Lever i Wojciech wspominali o Killswitch Engage, ale pomyślałem że zrobię najlepiej jak potrafię utwór pasujący do historii o Neaghi i zobaczę czy im się spodoba. Lever bardzo szybko odesłał utwór z dogranym wokalem i tak w zasadzie wyglądała dalej nasza współpraca. Pisałem, nagrywałem w miarę dopracowane dema i do tego Lever dogrywał wokale, czasami sugerując zmiany w aranżacji. Materiał ogrywaliśmy oczywiście na próbach, Lukas eksperymentował z wieloma fajnymi pomysłami na partie perkusji. Fakt, że płyta miała być concept albumem okazał się utrudnieniem z racji tego, że z biegiem czasu i pojawieniem się pandemii oraz przyjściem na świat mojej drugiej córki znacząco zmniejszyły się moje możliwości czasowe. Nie dosypiałem i brakowało mi czasu, spokoju aby usiąść i skupić się konkretnie na komponowaniu ostatnich utworów. „Last Redemption” na przykład dopracowałem w zasadzie dopiero podczas sesji nagraniowych.

A jak podzieliliście się z Adamem rolami na płycie. Czy w każdym z utworów słychać Was obu ?

Adam: Wszystkie gitary nagrywał Michał.

Michał: Adam nagrał riffy do „Angel of Darkness”. To jego numer, świetnie go gra. Ja dograłem jedynie solo.

Na wydawcę „Whispers of Wings” wybraliście Soliton, a więc wytwórnię, o której ciężko powiedzieć aby specjalizowała się w metalu. Dlaczego więc akurat oni ?

Lever: Miał być Nuclear Blast, ale Lukas uwiódł żonę jednego z ich bossów i skończyło się na rozmowach (śmiech).

Lukas: Nie prawda, było inaczej. To jeden z bossów Nuclear Blast chciał uwieść naszego wokalistę. Problem był taki, że widząc fotkę zespołu myślał, że wokalistą jest ktoś inny. Gdy Lever zapukał do jego drzwi gość stwierdził, że jednak zmienił zdanie i podarł kontrakt (śmiech).

Lever: A tak serio, Soliton zaproponował nam bardzo uczciwe i przejrzyste warunki, mieliśmy wprawdzie jeszcze kilka innych opcji, ale długo nad wyborem się nie zastanawialiśmy.

Lukas, bębny to bardzo mocny punkt albumu. Tu nie ma nudy, uwielbiam slayerowskie motywy jak choćby we wstępie do „Awakening”, czy też nieoczekiwane polirytmiczne zagrywki, w których pokazujesz swój kunszt. Czy tworząc swoje partie od początku miałeś wizję jak mają one wyglądać ?

Lukas: Dla mnie bębny są istotnym elementem utworu, fundamentem i kołem napędowym. Ze świetnymi partiami gitar tworzą jedność i nadają charakteru utworowi.  Sporo nad nimi siedziałem. Miałem szkice od Michała z pilotami gitar. Ubogi zarys  kształtu bębnów, dotyczący dynamiki zmian rytmów i klimatu utworu. Opracowywałem to na swój sposób starając się zrobić to jak najlepiej, nie miażdżąc jednocześnie utworu i tych wyśmienitych partii gitar zbędna kanonadą perkusji.

Skąd pomysł na okładkę i co ona symbolizuje ?

Lukas: Pomysł wyszedł pierwotnie  od Levera  i Wojbassa . W zasadzie okładka już była, ale  postanowiłem się  trochę pobawić a z racji tego, iż dużo rysowałem w przeszłości i miałem zamiar iść nawet do ASP, potrafię coś tam rysować i malować. Okładka nawiązuje do odwiecznej walki dobra ze złem, czasem nawet zła ze złem. Jest  w niej zawarty aspekt kogoś nieugiętego, uwiązanego, bezsilnego, rozgoryczonego i wściekłego. W centralnej części znajduje się postać zniewolona  pierścieniem ognia z naderwanym skrzydłem, stojąca na wprost "Zła" w pełnej krasie. Wsłuchaj się w teksty i patrz na okładkę. Będziesz wiedzieć o co chodzi.

Oczywiście zapoznałem się dokładnie z tekstami. Bardzo mroczna historia, nie do końca łatwa do zinterpretowania. Czy nie boicie się, że z uwagi na okładkę płyty, tytuły utworów i przede wszystkim teksty, będziecie kojarzeni z satanizmem, a może taki był wasz cel ?

Lever: Nie mamy nic wspólnego z satanizmem. Teksty opowiadają historię demona, albo być może psychicznie chorego człowieka uważającego się za demona. Dlatego są mroczne. Do tego gramy metal, więc oczywiście liczyliśmy się z tym, że możemy być kojarzeni z ruchem satanistycznym. Natomiast co mogę powiedzieć na pewno – nigdy więcej concept albumów (śmiech). To była dla nas wszystkich ciężka praca, przyjęte przez nas założenie uniemożliwiło nam na przykład zmianę kolejności utworów na płycie, czy też uszczuplenie albumu o którykolwiek z numerów.

Lukas: Dokładnie podpinam się pod słowa Levera. Nigdy więcej concept albumów. Ciężko jest ułożyć w kolejności utwory tak, by spasowane były do prozy na której oparty jest album. To wyzwanie dla nas wszystkich zarówno od strony lirycznej jak i muzycznej. Tu musieliśmy  kierować się sugestiami Levera, ponieważ to on był odpowiedzialny za przełożenie książki na teksty na naszym albumie.

Jako, że nie samym Neaghi człowiek żyje, wymieńcie ostatnią płytę która Was zafascynowała na tyle, że przez długi czas nie schodziła z Waszego odtwarzacza ?

Wojbass:  Tesseract "Polaris", wciąż nie mogę się oderwać. Jeszcze mam jedną kapelkę, której łykam wszystko jak leci, Spiritbox.

Lukas: Sepultura "Quadra"  i Tool  "Fear Inoculum" - nie, żeby była  jakąś odkrywczą, ale wyczekiwana przeze mnie a Toola bardzo lubię.

Michał: Muzyki słucham sporadycznie, najczęściej są to pojedyncze kompozycje z polecenia. Ostatnio moją uwagę przykuła kompozycja "Fall Into Place" (Marty Friedman, Krimh, Federico Ascari). Marty Friedman fascynuje mnie od lat. Od Countdown to Extinction (Megadeth) oraz Dragon's Kiss rozpoczęła się moja gitarowa obsesja.

Lever:  Mnie ostatnio na nowo pochłonęła Led Zeppelin "III".

To teraz zabawmy się w stworzenie przez Neaghi wymarzonego zespołu w kluczu: wokalista wskazuje wokalistę, gitarzysta gitarzystę itd

Lever:  Marek Piekarczyk, w 1982 w tv leciał koncert TSA z Teatru Stu w Krakowie, wtedy po raz pierwszy zetknąłem się z muzyką metalową i wtedy też moim marzeniem stało się być muzykiem.

Adam: Chuck Schuldiner.

Michał: Bardzo trudne pytanie, na myśl przychodzą dziesiątki nazwisk ... Brandon Ellis. Nie tylko techniczny, kompozycyjnie potrafi zaskoczyć, a przy tym gra dynamicznie i przykuwa uwagę swoim stylem, szczególnie brzmieniem vibrato. Ostatnio bardziej mnie znosi w stronę jazzu i muzyki filmowej,  fajnie byłoby jeszcze tego Ellisa połączyć z Allanem Holdsworthem czy Friedmanem i Shawnem Lane... No i jeszcze z Yvette Young. Mogę tak wymieniać ... Lee Luland. Jakub Żytecki ... Nie sposób wybrać, prawdę mówiąc. Na tym skończę.

Wojbass: Victor Lemonte Wooten, absolutny geniusz niskich częstotliwości, jedyny człowiek, który z piersi matki wyssał struny basowe.

Lukas: Sean Reinert. Uniwersalny, techniczny, solidny.

Piekarczyk, Schuldiner, Ellis, Wooten, Reinert. Bardzo ciekawa mieszanka muzyków. Myślę że wyszło by z tego coś bardzo interesującego. Niestety nigdy się o tym nie dowiemy z oczywistych powodów. Na koniec zapytam o plany na przyszłość.

Lever: Jeśli chodzi o Neaghi to oczywiście promocja płyty, chcemy z nią dotrzeć wszędzie gdzie się da, umowa z Solitonem gwarantuje nam że wersja digitalna znajdzie się w najważniejszych sklepach z muzyką cyfrową na całym świecie. Natomiast najważniejsze to oczywiście koncerty, a żeby zacząć je grać musimy znaleźć nowych gitarzystów. Poszukiwania weszły w decydujący etap. Od czerwca wznowiliśmy próby i mamy nadzieję niebawem zaprezentować nowy skład. 

Wielkie dzięki za rozmowę i do zobaczenia na koncertach, miejmy nadzieję że w niedalekiej przyszłości.


Szczepan Szczepański
www.szarpidrut.pl

Zgłoś nieodpowiednie treści



LOGOWANIE

Zamknij

REJESTRACJA

Zamknij
lub

Masz już konto w Szarpidrut.pl?

Zaloguj się w Szarpidrut.pl

ODZYSKIWANIE HASŁA

Zamknij
Odbierz pocztę e-mail! Wysłaliśmy tam wiadomość! Nie ma? Sprawdź folder SPAM
Nie mamy takiego adresu w bazie!

Podaj adres e-mail, którym logujesz się do serwisu - wyślemy tam link do wygenerowania nowego hasła