Disarm - "Erode" (2021) - recenzja | NEWSY

Disarm - "Erode" (2021) - recenzja

Wrocławscy deathmetalowcy z Disarm to prawdziwi weterani podziemnej sceny. Zespół powstał w 1997 roku jednak na ich pierwszą płytę długogrającą trzeba było czekać aż 24 lata. W tak zwanym międzyczasie wydali dwa niezłe dema „Four Messages” z 2000 oraz „Reign of Fear” z 2001 roku, sporo koncertowali, często również zmieniali skład. W końcu postanowili udokumentować swoją wieloletnią karierę pełnoprawnym albumem. Nie jest to materiał zupełnie nowy, nagrywany był w Soundscope Studio ładnych parę lat temu, jednak premiera nastąpiła dopiero w maju br.

Gdyby krótko opisać muzykę serwowaną nam przez chłopaków z Disarm można powiedzieć, iż to inteligentny death metal czerpiący z takich tuzów gatunku jak Morbid Angel czy Carcass. Ale również fani takich kapel jak Vader, Slayer czy nawet Mekong Delta znajdą tu też coś dla siebie.

Od pierwszego numeru na płycie w postaci „Whatever Doesn't Kill Me” Disarm ruszają ostro z kopyta i ani na chwilę nie dają odetchnąć słuchaczowi. „Rely On Sickness” oraz „Controlled By Wrath” to death metal najwyższej próby, jest szybko, bezkompromisowo ale bynajmniej nie jednostajnie, gdy trzeba zespół potrafi zwolnić by ciężarem gitar podkreślić moc swojej muzyki. W „Face Me” dzieje się dużo, numer choć wpasowujący się w stylistykę, ma w sobie mnóstwo świetnych melodii, czasami zespół nawet puści oko fanom Slayera stosując podobne patenty co bogowie metalu.  Growle Michała są świetne i idealnie pasują do brutalnej muzy tworzonej przez Disarm. Kolejny na płycie „Pulse Underneath” dowodzi, że wrocławianie nie ograniczają się jedynie do powielania pomysłów innych kapel. Świetnie budowana kompozycja cechuje się niezwykłym klimatem podkreślanym przez genialną w tym numerze sekcję rytmiczną. Tytułowy „Erode” to strzał prosto w twarz a chłopacy po raz kolejny udowadniają, że potrafią dowalić na światowym poziomie. Nie ma większego sensu opisywanie każdego kolejnego utworu, powiem więc tylko że do końca jest dobrze, czasami nawet bardzo dobrze a zespół potrafi nie raz zaskoczyć, co najważniejsze zawsze pozytywnie.

Na finał zespół serwuje nam „Not Enough Force” i wbrew tytułowi siły jest tutaj wystarczająco dużo, rozbudowana kompozycja z nieoczywistymi zmianami aranżacyjnymi robi niezwykle pozytywne wrażenie a delikatne, klimatyczne outro jest już całkowitym zaskoczeniem, oczywiście po raz kolejny na plus.

Na brzmienie „Erode” również nie można narzekać, to kawał solidnej, przemyślanej produkcji nad którą poświęcić trzeba było wiele godzin ciężkiej pracy. Najważniejsze jednak, że opłacało się, oczywiście nie z ekonomicznego punktu widzenia, bo tworzona przez Disarm muza to bezkompromisowy death metal, którego w popularnych rozgłośniach radiowych nie usłyszymy. A szkoda.

Tracklist:

  1. Whatever Doesn't Kill Me
  2. Rely On Sickness
  3. Controlled By Wrath
  4. Face Me
  5. Pulse Underneath
  6. Erode
  7. It Will Rather Hurt
  8. Hysteria
  9. A Drowning
  10. The Pill Must Be Swallowed
  11. Sorrow Would Be Better
  12. Irreversible Process
  13. Not Enough Force

Ocena: 8/10

Szczepan Szczepański / Szarpidrut.pl

Zgłoś nieodpowiednie treści



LOGOWANIE

Zamknij

REJESTRACJA

Zamknij
lub

Masz już konto w Szarpidrut.pl?

Zaloguj się w Szarpidrut.pl

ODZYSKIWANIE HASŁA

Zamknij
Odbierz pocztę e-mail! Wysłaliśmy tam wiadomość! Nie ma? Sprawdź folder SPAM
Nie mamy takiego adresu w bazie!

Podaj adres e-mail, którym logujesz się do serwisu - wyślemy tam link do wygenerowania nowego hasła