Magnus - "Death Revolution" (2021) - recenzja | NEWSY

Magnus - "Death Revolution" (2021) - recenzja

Na nową płytę legendy polskiego metalu, wrocławskiej grupy Magnus przyszło nam czekać aż 11 lat. Po solidnym „Acceptance of Death”, grupa zamilkła na długie lata i choć od czasu do czasu pojawiały się plotki o reaktywacji grupy, to jednak za każdym razem fani musieli obejść się smakiem. W końcu, dość niespodziewanie Magnus uderzył z całych sił serwując clip do utworu „My Death Is My Freedom” który zapowiadał nowe wydawnictwo. Kawałek pokazujący grupę w najwyższej formie zarówno pod względem kompozycyjnym jak i wykonawczym. Genialna mieszanka z wyraźnymi wpływami takich kapel jak Slayer czy Morbid Angel dawała ogromne nadzieje na to, iż tym razem powrót Magnusa nie będzie tylko solidny. Dodatkowo singiel dawał takiego kopniaka, że wydawało się, iż solowe projekty Roba Bandita i jego dość specyficzne spojrzenie na muzykę, nie odbiją swojego piętna na nowych kompozycjach weteranów polskiej sceny metalowej.

Następujący po singlowym numerze „Code” zdaje się potwierdzać, że Magnus jest w świetnej formie. Rob udawadnia że nie zapomniał jak się growluje pokazując swój kunszt. Wprawdzie  jest tu trochę zabawy z formą kompozycji,  która momentami traci swój drajw, jednak zupełnie nie przeszkadza to w odbiorze. W „I Reject” Magnus zwalnia nieco tempo stawiając tym razem na ciężar i klimat. I faktycznie jest mocarnie, choć odbiór utworu jako całości psują bardzo przeciętne partie solowe gitar. W „Transit” zespół utrzymuje wolniejsze tempo, a Rob czaruje wokalem. Niestety zespół znowu zaczyna bawić się formą kompozycji, jednak tym razem jest to już mniej strawne. Kolejny „Stasis” obiera nieoczekiwanie jazzowy kierunek, by powrócić na tory death metalu ale tego dość prymitywnego, przypominającego początkowe dokonania grupy. Mam wrażenie, że zespół na siłę starał się udziwnić ten kawałek, co jednak nie do końca przyniosło najlepszego efektu. W „Lethal Counting” znowu jest dobrze, mocny cios w twarz, z licznymi zmianami tempa.

Niestety w kolejnych numerach Magnus zamiast trzymać się tego co robi najlepiej, zaczyna kombinować na maksa, jakby celem było jak najbardziej udziwnić każdy z nich. I tak jak „Edict” jeszcze da się strawić, tak słuchając „Moan” zastanawiam się czy jest to żart muzyczny i o co w nim tak naprawdę chodzi. Z resztą jak sami go posłuchacie, to zrozumiecie moje rozterki. Niestety dalej jest coraz gorzej, Mamy więc „My Child” którego jedyną zaletą jest krótki czas trwania, następnie „Timelessness & Spacelessness” który rozczarowuje totalnie, podobnie jak i „Mumble of the Future”. Album kończy „Hipertrophy” będący chyba, jak cała druga część albumu próbą wypracowania nowego stylu Magnus, niestety takiego, który jest bardzo ciężko strawny dla ucha.

Niestety obawy, że Rob Bandit przeniesie do nowego Magnusa swoje pomysły realizowane na solowych płytach, okazały się jak najbardziej słuszne. W efekcie otrzymujemy płytę przekombinowaną, nie twierdzę że słabą, ale na pewno taką do której raczej ciężko będzie z przyjemnością wracać.

Tracklist:
01. My Death Is My Freedom
02. Code
03. I Reject
04. Transit
05. Stasis
06. Lethal Counting
07. Edict
08. Moan
09. My Child
10. Timelessness & Spacelessness
11. Mumble of the Future
12. Hipertrophy

Ocena 5/10

Szczepan Szczepański / Szarpidrut.pl

Zgłoś nieodpowiednie treści



PARTNERZY


LOGOWANIE

Zamknij

REJESTRACJA

Zamknij
lub

Masz już konto w Szarpidrut.pl?

Zaloguj się w Szarpidrut.pl

ODZYSKIWANIE HASŁA

Zamknij
Odbierz pocztę e-mail! Wysłaliśmy tam wiadomość! Nie ma? Sprawdź folder SPAM
Nie mamy takiego adresu w bazie!

Podaj adres e-mail, którym logujesz się do serwisu - wyślemy tam link do wygenerowania nowego hasła