Mentally Blind - recenzja płyty | NEWSY

Mentally Blind - recenzja płyty

Wrocławski zespół Mentally Blind istnieje od 2010 roku. Do bieżącego roku muzycy mieli na koncie trzy wydawnictwa (jedno demo oraz dwie EP-ki), w lutym 2021 wydany został natomiast ich długo oczekiwany przez fanów debiutancki longplay zatytułowany „Stage:Zero".
Od razu napiszę, że nie jestem fanem metalcore'a, a jego elementów na albumie jest naprawdę dużo. Niemniej jednak przyznam się, że muzyki Mentally Blind słuchałem z zapartym tchem i już otwierający album „Somewhere You'd Never Go" sprawił na mnie ogromne wrażenie. Utwór rozpoczyna się od spokojnego, lecz groźnie brzmiącego intro by przerodzić się w naprawdę mocną dawkę agresywnego grania z naprzemiennymi growlami i czystymi wokalami. A jeżeli już o wokalach mowa, to wielkie słowa uznania należą się wokaliście Antkowi Olechowi, który wykonał kawał, fantastycznej roboty. Dawno nie słyszałem tak dobrze brzmiącego polskiego wokalisty, operującego tak sprawnie wieloma wokalnymi technikami. I żeby nie umniejszać tu pozostałym muzykom, trzeba przyznać że zarówno gitarzysta jak i sekcja rytmiczna, stanęli na wysokości zadania. Ja osobiście zachwycony jestem riffami które wychodzą spod palców Filipa Mieszalskiego, nie są to zagrywki o których można powiedzieć „gdzieś już to słyszałem" i choć oczywiście jest kilka kapel do których śmiało mógłbym porównać Mentally Blind, to jednak ich muzyka jako całość robi wrażenie w miarę oryginalnej.
Drugi na płycie „The Loop" jest jeszcze mocniejszy od numeru który otwierał album, nastawiony  głównie na groove, ale znajdziemy tu również wiele smaczków i chwytliwych momentów.  Ogólnie rzecz biorąc, trzeba przyznać chłopakom z Mentally Blind, że mają głowę do pisania kompozycji. Muzyka zawarta na „Stage: Zero" opiera się bowiem nie tylko na ciężkich riffach, dużo jest tu melodyjnych refrenów jak i innych fragmentów, które pozwalają słuchaczowi na chwile wytchnienia.
Najlepszym przykładem na powyższe słowa jest kolejny numer na płycie „One For One", gdzie elementy balladowe mieszają się z bardzo mocnym metalcore'owym graniem. Wybór tego numeru na singiel z całą pewnością nie był przypadkowy. Gdy od 2:40 wchodzą tu szaleńcze growle wokalisty miałem nieodpartą chęć ruszenia w pogo.
W „XYZ" numer buduje atmosfera, wpierw pojawiają się dźwięki syntezatora, delikatne gitary, po czym z czystym wokalem wchodzi wokalista. Oczywiście doczekamy się tu również cięższych riffów jak i growli, jednak główną zaletą „XYZ" jest powolnie budowany klimat. Na pewno, aby docenić zalety tego numeru, trzeba go wysłuchać kilkukrotnie. Z każdym podejściem robi on coraz większe wrażenie.
Po klimatycznym „XYZ" słuchacz otrzymuje cios w postaci „Saviour Self", wprawdzie numer zaczyna się od spokojnego intro, później jednak lekko i przyjemnie już nie jest. W numerze rządzą growle i screamy na tle świetnych, technicznych riffów. W refrenach wokalista ponownie wykorzystuje umiejętność czystego śpiewania, co sprawia, że tak jak w przypadku poprzednich utworów nie mamy tu miejsca na chwilę nudy.
Kolejne dwa utwory na płycie a mianowicie instrumentalny „4AM In Nowhere" oraz „Everything's Great" sprawiają jednak, że mój wręcz entuzjastyczny z początku odbiór płyty został bardzo mocno ostudzony. Utwór instrumentalny jest po prostu nudny, trwa ponad dwie minuty, podczas których tak naprawdę nie dzieje się nic godnego uwagi. Oczywiście to moje subiektywne odczucie i z całą pewnością znajdą się również tacy, którym przerywnik ten przypadnie do gustu. „Everything's Great" jest natomiast zbyt przekombinowany w ilości dodatkowych elementów takich jak elektronika, które zbyt nachalnie i niezbyt spójnie nakładają się na mimo wszystko bardzo dobre riffy.
Następujących po tych dwóch nagraniach singlowy „Traces" charakteryzuje się balladowym klimatem z bardzo ładnymi melodiami i z całą pewnością przypadnie do gustu również słuchaczom, którzy nie są miłosnikami gatunku serwowanego przez Mentally Blind.
Lekki problem mam z kolejnym na płycie „Beyond Me", to z jednej strony kawał naprawdę dobrej muzy jednak długie, trwające blisko minutę intro nieco psuje ogólne wrażenie. Niby buduje klimat przed mającą się pojawić ostrą, momentami epicką jazdą , jednak mnie nie przekonuje.
Na deser zespół pozostawił numer tytułowy czyli „Stage: Zero" który stawia głównie na bardzo powolnie budowany klimat, dużo tu elektroniki, a w samej końcówce pojawiają się również partie smyczkowe, których wyciszeniem kończy się debiutancki album Mentally Blind.
Podsumowując „Stage: Zero" to bardzo ciekawy album, brzmiący na światowym poziomie, nagrany przez bardzo sprawnych technicznie muzyków, na których tle wyróżnia się świetny wokalisty. Gdybym miał sklasyfikować muzę Mentally Blind to nazwałbym ją Progressive Metalem ze sporą domieszką metalcore'a (głównie z uwagi na styl śpiewania Atka Olecha). Na pewno wiele tu bardzo dobrych pomysłów, zdarzają się również słabsze momenty, jednak album jako całość robi pozytywne wrażenie i daje nadzieję na świetlaną przyszłość zespołu.

Spis utworów:
01. Somewhere You'd Never Go
02. The Loop
03. One For No One
04. XYZ
05. Saviour Self
06. 4AM In Nowhere
07. Everything's Great
08. Traces
09. Beyond Me
10. Stage Zero

Skład:
Antek Olech -  wokal
Filip Mieszalski - gitara
Marcin Wojtas - bas
Sebastian Jarus - perkusja

Ocena: 7.5/10

Szczepan Szczepański

Zgłoś nieodpowiednie treści



LOGOWANIE

Zamknij

REJESTRACJA

Zamknij
lub

Masz już konto w Szarpidrut.pl?

Zaloguj się w Szarpidrut.pl

ODZYSKIWANIE HASŁA

Zamknij
Odbierz pocztę e-mail! Wysłaliśmy tam wiadomość! Nie ma? Sprawdź folder SPAM
Nie mamy takiego adresu w bazie!

Podaj adres e-mail, którym logujesz się do serwisu - wyślemy tam link do wygenerowania nowego hasła