„Muzyka jest całym moim życiem” - specjalnie dla portalu Szarpidrut.pl z legendą polskiego rocka, gitarzystą TSA – Stefanem Machelem rozmawia Szczepan Szczepański. | NEWSY

„Muzyka jest całym moim życiem” - specjalnie dla portalu Szarpidrut.pl z legendą polskiego rocka, gitarzystą TSA – Stefanem Machelem rozmawia Szczepan Szczepański.

Naszą rozmowę chciałbym zacząć od filmu dokumentalnego "Przerwany sen", do którego skomponowałeś muzykę. Jak doszło do Twojej współpracy z reżyserem tego obrazu Grzegorzem Milko ?


Grzegorza poznałem podczas jednego z koncertów TSA w Warszawie. To był koncert TSA Akustycznie w klubie Dekada w 2005 roku. Okazało się, że w redakcji Canal + było kilku fanów naszej muzyki i oni gremialnie przyszli na TSA. Po koncercie doszło do spotkania i tym sposobem Grzegorz zaznajomił się z moim zainteresowaniem speedway'em. W tamtym czasie, to właśnie Grzegorz był redaktorem prowadzącym studio podczas transmisji z zawodów Mistrzostw Świata na żużlu. Zaprosił mnie kilka razy jako gościa-komentatora do studia Canal +. Tam też poznałem Krzysztofa Cegielskiego, byłego zawodnika żużlowego, który walczył o powrót do sprawności po ciężkim wypadku na torze. W 2008 roku Grzegorz Milko wpadł na pomysł aby nakręcić film dokumentalny o jego historii i zaproponował mi stworzenie ilustracji muzycznej. Bez wahania zgodziłem się i w wolnych chwilach od występów z TSA, rozpocząłem pracę nad muzyką. Całość powstała i została zarejestrowana w moim domowym studio. Zarówno zdjęcia jak i warstwę muzyczną udało się ukończyć wiosną 2011 roku. Premiera filmu miała miejsce 03.10.2011 w warszawskim Multikinie Ursynów.


Tworzenie muzyki filmowej to na pewno ogromne wyzwanie. W "Przerwanym śnie" owszem pojawia się trochę rockowych motywów, ale też sporo tu niepokojących dźwięków potęgujących wrażenia widza.


To prawda. Nie tylko wyzwanie ale i mnóstwo pracy. Począwszy od wygenerowania pomysłów, które w moim odczuciu korespondować będą z warstwą wizyjną, aż po żmudne synchronizowanie i montaż z obrazem. Miałem wtedy dobrą wenę i powstało całe mnóstwo wątków muzycznych, które być może kiedyś jeszcze wykorzystam w innych projektach. Były plany aby pokazać „Przerwany Sen” na kilku festiwalach filmów dokumentalnych, niestety do dziś niezrealizowane.


Nie myślałeś o tym, aby ponownie się tym zająć ? Miałeś jakieś propozycje w tym temacie ?


Luźne rozmowy odbywałem lecz żadnych konkretnych propozycji nie otrzymałem. Muszę jednak przyznać, że szczególnie o to nie zabiegałem. Moim żywiołem jest granie rocka w zespole. Tamtą przygodę traktuję jako side-project.


O ten żywioł którym jest granie rocka w zespole jeszcze zapytam, ale wpierw jeszcze o innym projekcie, a mianowicie "Dziesięć kroków Memoriał warszawski 1944". Płyta niezwykła, zarówno pod względem muzycznym jak i lirycznym. Czy mógłbyś przybliżyć szczegóły powstania tego projektu, prac nad płytą a także niesamowitego koncertu w studio Programu 3 Polskiego Radio ?


Do projektu „Dziesięć Kroków” zaprosił mnie Darek Budkiewicz znany szerzej jako basista zespołów Armia a wcześniej De Press. Z Darkiem znam się od wieków, a ostatnio nawiązaliśmy bliższą współpracę. Efektem tego jest m.in. mój udział w tym przedsięwzięciu. Jest to muzyka napisana przez Darka do tekstów Anny Żochowskiej opartych na wspomnieniach przeżyć Powstańców Warszawy i mieszkańców Stolicy z 1944 roku. Powstało 10 utworów, w których partie wokalne powierzono śpiewającym aktorom. Udział wzięli: Barbara Lubos, Weronika Kowalska, Ewa Dałkowska, Małgorzata Walenda, Małgorzata Hutek, Dariusz Kowalski oraz Marek Piekarczyk i Ks. Stanisław M. Kicman. W nagraniach można usłyszeć moje gitary i miałem też przyjemność być członkiem zespołu w wykonaniach na żywo. Tutaj ukłony dla wspaniałych muzyków. Obok Darka Budkiewicza byli tam Paweł Pawłowski, Grzegorz Imielski i Karol Pyka. Taki skład udało się zebrać także podczas koncertu w studio PR 3 Polskiego Radia. Koncert został zarejestrowany i wyemitowany. Dzisiaj mamy trudną sytuację na rynku koncertowym ale planowane są następne wykonania na żywo tego niezwykłego projektu.


Super pomysł. Trzymam więc kciuki za ten projekt. Muszę zadać to pytanie. Podczas koncertu w Trójce wystąpiłeś na jednej scenie z Markiem Piekarczykiem. Był czas żeby powspominać stare czasy ?


Oczywiście, mieliśmy przecież wspólną garderobę. Z Markiem rozmawiam normalnie lecz nie mogę tutaj stwierdzić żebym był z nim w stałym kontakcie. Z tego co wiem, jest bez reszty pochłonięty swoją własną karierą.


Wspomniałeś że Twoim żywiołem jest granie rocka w zespole. Dość często, w czasach przedpandemicznych, występowałeś z grupą Proletaryat. Pytanie jednak, czy nie korci Cię, aby stworzyć zupełnie nowy zespół, bo pomysły na nowe kawałki zapewne nie mieszczą się już w szufladach ?


Współpracę i wspólne granie z muzykami Proletaryatu bardzo miło wspominam. A moje kontakty z Tomaszem Oley'em Olejnikiem należą do szczególnie owocnych muzycznie. Mamy nadzieję na rychłe ukończenie piosenek nad którymi pracujemy od dłuższego czasu, choć ostatnie wydarzenia tego nam nie ułatwiają. W realizacji mam jeszcze drugi projekt do którego napisałem większość muzyki. Jeśli oba te zamierzenia zostaną ukończone, zapewne przekształcą się w zespoły. Szczegółów na ten moment nie mogę zdradzać, bo sam ich nie znam. Obecnie jak wiadomo z przyczyn pandemicznych wszystkie prace zespołowe są wstrzymane. Sporo byłbym w stanie wykonać wykorzystując możliwości jakie daje mi domowe studio. Ale i to obecnie z przyczyn obiektywnych jest trudne do zrealizowania.


Super wiadomość, trzymam zatem kciuki za oba projekty, tak jak i zapewne wszyscy fani stęsknieni za dźwiękami Twojej gitary. Pewnie trudny temat, tzn. TSA plus 3 nazwiska w nazwie, jaki jest Twój stosunek do tego zespołu ? Podobno członkowie tej kapeli chcą usunąć z nazwy nazwiska i posługiwać się legendarna nazwą. Będą w ogóle mieli do tego prawo ? Nie pytam o prawo moralne, bo dla mnie już teraz, to co robią jest moralnie wątpliwe.


Zespół TSA obecnie nie istnieje. Po odejściu Piekarczyka zespół zagrał trzy koncerty z nowym wokalistą, lecz efekty nie były satysfakcjonujące. Zespół założony przez sekcję rytmiczną to nie jest i nigdy nie będzie TSA.


Nigdy nie ukrywałeś, że Twoją główną inspiracją muzyczną była grupa Led Zeppelin. Jakie inne zespoły wywarły wpływ na Ciebie jako muzyka ?


Oprócz Led Zeppelin jako młody chłopak byłem pod wpływem gigantów lat 70-tych takich jak Black Sabbath, Budgie, Cream, Ten Years After, Jimiego Hendrixa oraz polskiego Breakout. Zawsze imponowała mi łatwość rozległych gitarowych improwizacji i całymi dniami zasłuchiwałem się głównie w gitarzystów. Później już w okresie tworzenia się zespołu TSA poznałem AC/DC, Judas Priest i Saxon. Styl wczesnego TSA był wypadkową wszystkich tych wpływów. Zacząłem też interesować się jak oni budują kompozycje, konstruują partie basu czy perkusji. To bardzo pomogło mi w tworzeniu swoich własnych utworów.

Zdj. Tadeusz Parcej


Masz swojego gitarowego guru ?


Nie mam jednego gitarowego guru. Czerpię z bardzo szerokiego spektrum inspiracji począwszy od Jimiego Hendrixa i Jimmy Page'a przez Jeffa Buckleya, Angusa Younga, Josha Homme'a, Adama Jonesa, Ty Tabora czy Bena Harpera, ale i Darka Kozakiewicza z okresu Breakout i Test.


Na "Procederze" w Twoich kompozycjach slychać trochę inspiracji nowocześniejszymi bandami. Mam rację?


Słucham sporo muzyki, więc jakiś wpływ na to co robię na pewno jest. W samochodzie czy w domu wciąż słychać Kings's X, Deftones, Clutch, Q.O.T.S.A., A Perfect Circle ale też Puscifer czy Jon Spencer Blues Explosion i Sade. Jestem miłośnikiem dobrej muzy w każdym stylu. Jednak kiedy biorę do ręki gitarę to wychodzi mi cały czas taki Stefan Machel z TSA i nie sposób tego zmienić.


I całe szczęście, mam nadzieję że w tych dwóch projektach o których mowiłes będzie słychać ducha TSA.


Tak naprawdę duch TSA jest zawarty w brzmieniu gitar i wokalu. Wszelkie, nawet niewielkie mutacje na tym polu nie wpływały na jego stan dobrze. W tym co teraz robię na pewno słychać Stefana. Mam też partnerów, którzy mocno wpływają na efekt finalny więc będzie to nowa jakość.


Wspomniałeś o domowym studio. Mógłbyś więcej o nim opowiedzieć ?


Mam małe studio projektowe oparte na komputerze Apple MacBook Pro i oprogramowaniu Logic X. Bębny programuję wykorzystując zasoby Logica oraz dedykowany soft BFD 3. Gdy trzeba nagrać śpiew stosuję mikrofon pojemnościowy Rode i preamp-kompresor DBX. Za brzmienie gitar odpowiada Fractal FX a całość słychać przez głośniki Yamaha NS albo APS Aeon. Tak więc jestem w stanie zrealizować nagranie projektowe w postaci demo ale i wiele partii finalnych.


No to jeśli już o sprzęcie mowa, to zapytam teraz o gitary. Na czym obecnie grasz ? I druga część pytania odnośnie Twojego słynnego Gibsona SG. Jeśli się nie mylę grałeś na nim płycie "Live" i "Czerwonej". A pytam o niego, bo dawno, dawno temu w miesięczniku "Non Stop", którego już młodsze pokolenie zapewne nie kojarzy, znalazłem Twoje ogłoszenie dotyczące sprzedaży tej gitary. I tak się zastanawiam jakie były jej dalsze losy.


W TSA zawsze moim podstawowym instrumentem był Gibson SG. Idealnie pasował brzmieniowo do drugiej w zespole gitary typu Les Paul. Na początku w formie kopii od wrocławskiego lutnika Jerzego Jakubiszyna. Na niej nagrałem pierwsze single i album „TSA Live”. Podczas sesji nagraniowej drugiej płyty „TSA” pojawił już się oryginalny Gibson SG. Różnica na korzyść oryginału okazała się zachwycająca. Byłem wtedy tak zakochany w tej gitarze, że nikomu nie pozwalałem jej nawet nosić. Okoliczności życiowe i kryzys w branży końcówki lat 80-tych spowodowały, że chciałem ten mój skarb zamienić na inne źródło utrzymania. Jednak przezornie dałem cenę na tyle zaporową, że transakcja nie doszła do skutku. Podczas koncertów nadal jestem wierny SG. Mam też absolutnie wyjątkowy SG supreme w moim ulubionym kolorze zielonym. Idealnie skleja się brzmieniowo ze wzmacniaczem Evolution, którego teraz używam.


Obecnie wykorzystuję wiele gitar zależnie od tego co chcę osiągnąć. Lubię starego SG którego mam prawie od początku TSA i którego mam do dziś. Wspaniały instrument o rasowym brzmieniu vintage. Progi już bardzo niskie ale ich nie wymieniam bo takich już dzisiaj nie ma.


Natomiast do nagrań przeważnie używam Gibsona Les Paul Standard. Zamontowałem w nim Jimmy Page wiring system, który daje 21 kombinacji brzmieniowych. Zmieniłem też pick-upy wzorem Jimmiego na ceramiczne. Ma teraz super soczysty i bogaty w alikwoty sound na wzmacniaczu bez gainu typu plexi. To był główny instrument sesji „TSA proceder”.


Ale już np. za nagranie ścieżki dźwiękowej do filmu „Przerwany Sen” niemal w całości odpowiada Gibson Les Paul Special z przystawkami P-100. Użyłem do nagrania Line6 POD Pro bo okazało się, że właśnie ta gitara brzmi na nim tak jak tego oczekuję.


W sesji „10 kroków – Memoriał Warszawski 1944” użyłem obu tych Les Pauli. Ich odmienny charakter powoduje, że stanowią doskonałą symbiozę dźwiękową zwłaszcza w riffach.


Na żywo zdarza mi się korzystać z Gibsona LP Standard DC. Bardzo cenię ten instrument za wygodę gry i niewielki ciężar. Tutaj też mocne pick-upy ceramiczne dają komfort wysterowania bezgainowego wzmacniacza soczystym dźwiękiem. System przełączania w potencjometrach push-pull daje na tyle szerokie spektrum brzmieniowe, że zabezpiecza mi wszystko czego potrzebuję podczas koncertu. Podczas koncertów unplugged najczęściej używam Taylora 414 oraz Gibsona J45. Do zadań specjalnych mam też gitarę barytonową i basową.


Oprócz muzyki i czarnego sportu Twoją wielką pasją są Harleye. A przynajmniej kiedyś były. Masz jeszcze czas się tym zajmować ? Tak dopytuję o to, gdyż w 1997 r przeszedłeś poważny wypadek samochodowy i zastanawiam się jak to wpłynęło na twoje zdrowie ?


Motocykle i owszem były obecne w moim życiu wiele lat. Trochę tego było. Harleya też miałem, ale to już przeszłość. Od pewnego czasu (1997 właśnie), jeśli chodzi o jednoślady to jedynie rower (śmiech)


A z innych pasji ? Jest jeszcze coś co Ciebie pochłania ?


Nie potrzebuję innych pochłaniaczy. Muzyka jest całym moim życiem i w zupełności mi wystarcza jako zawód, hobby, wypełnienie czasu wolnego i pasja.


To wróćmy zatem do muzyki. Która z  płyt  TSA  jest Twoją  ulubioną  i  dlaczego ?


Nie mogę wskazać tej jedynej, więc powiem tak.

Najbardziej cenię:

1. TSA Live - debiut w postaci nagrań na żywo - za to, że w pełni oddaje klimat ówczesnego szaleństwa TSA. Rozpędzona maszyna koncertowa nie do zatrzymania. Wspaniała interakcja publiczności uwieczniona podczas nagrań. To kwintesencja rocka.
2. TSA II – za zespołową aurę w której powstawała, za brzmienie i ekspresowe tempo. Dwa tygodnie prób i mieliśmy materiał na album gotowy do nagrań.
3. TSA Heavy Metal World – za swobodę twórczą podczas prób w Zakopanem i komfort nagrania z ekipą realizacyjną w studio Teatru STU. Może brzmieniowo nie jest doskonała i w powietrzu czuć już było zapach zmian personalnych, lecz zespół pokazał się w najlepszej możliwej dla siebie formie.
4. TSA Rock'n'Roll – za nową jakość, jaką wniósł do zespołu Zbyszek Kraszewski na perkusji. To było coś wspaniałego. Graliśmy pierwsze wspólne próby i wprost lewitowaliśmy czując jego uderzenie. To dzięki niemu w ramach stylu TSA udało się jeszcze wzmocnić brzmienie - wbrew nieco przewrotnemu tytułowi.
5. TSA Proceder - za dojrzałość w każdej sferze. Zarówno jeśli chodzi o kompozycje jak i wykonanie ale także warstwę literacką. Nie bez znaczenia jest też walor brzmieniowy. Napracowałem się przy tym albumie jak nigdy i może dlatego jestem z efektu bardzo zadowolony.


A co sądzisz o anglojęzycznej wersji "Heavy Metal World". Ta płyta wyszła, jeśli się nie mylę, w dwóch wersjach z różnym brzmieniem, myślę o wydaniach z czerwoną i białą okładką.


Za tą płytą nie przepadam. Były dwie okładki, bo oryginał wydany w Belgii był kolorowy a edycja krajowa ze względu na prawa do grafiki i możliwości drukarni wyglądała jak wyglądała (śmiech). Brzmieniowo są tożsame pomijając aspekt wpływu tłoczni na brzmienie. A za brzmienie odpowiadał belgijski producent, który stosował techniki nagrywania jak przy zespołach thrash metalowych, a przy rejestracji gitar przekonywał nas do stosowania tremola i nadmiernego przesteru. Takie były wg niego wymagania wydawcy. Efekt stylu TSA okazał się nieco zatracony, stąd mój umiarkowany entuzjazm do tego wydawnictwa. Nowych utworów nie było, są to na nowo zaaranżowane dotychczas znane piosenki z angielskim tekstem. Próbowaliśmy ze zmiennym szczęściem promować z pomocą wydawcy ten materiał na terenie Beneluxu i jedyne co pozostało w pamięci to kilka zagranych tam koncertów.


Wydawcą było belgijskie Mausoleum. Wiem, że były plany wydania kolejnej płyty po angielsku, wytwórnia jednak zbankrutowała i z planów nic nie wyszło. Ponoć jednak uchowała się część materiału na ten planowany album? Czy w planach było zrobienie angielskiej wersji "Rock'n'Rolla"? A jeżeli już o „Rock’n’Rollu” mowa, to płyta ukazała się w 1998 roku, około 2 lata po jej nagraniu. Pamiętam, że już w 1986 roku w radio można było usłyszeć "Jestem Głodny" czy "Rozmowę", bo pod takim tytułem był wtedy zapowiadany w radio numer "Wyciągam swoją dłoń". W tamtych czasach nie było internetu, wiadomości w prasie muzycznej były bardzo nieaktualne. Pamiętam, że z pytaniem o „Rock'n'Rolla” chodziłem do sklepu muzycznego codziennie przez ponad pól roku. Co było powodem tak długiego okresu miedzy nagraniem a wydaniem tej płyty ? Krążyły plotki, że przez cenzurę.


Zdj. Tadeusz Parcej

W TSA takich zawirowań było więcej. Dla przykładu TSA Live, mimo iż nagrana wiosną 1982 trafił do sklepów dopiero w 1983 a przecież wcześniej ukazał się album TSA II nagrany jesienią 1982.
Historia powstania albumu Rock'n'Roll była wyjątkowo rozciągnięta w czasie. Od powstania pierwszych utworów, aż po moment kiedy płyta fizycznie była dostępna w sklepach, minęły prawe 4 lata. Kompozycje zaczęły się rodzić podczas prób z nowym perkusistą w 1984r. i pierwszej trasy zespołu w nowym składzie ze szkockim Nazareth. Nagrania rozpoczęliśmy w 1985r. w Brukseli w ramach kontraktu z belgijską wytwórnią Mausoleum. Zarejestrowana została większość instrumentów oprócz wokali. Wtedy okazało się, że dalsza współpraca jest niemożliwa na skutek nieporozumień finansowych Mausoleum z agencją PAGART reprezentującą wtedy zespół za granicą. Wróciliśmy do Polski i kilka miesięcy później rozpoczęliśmy sesję nagraniową w studio Teatru STU w Krakowie. Problemy z cenzurą dotknęły utwory Mechaniczny Pies oraz Pierwszy Karabin. Ostatecznie w przypadku Pierwszego Karabinu udało się przekonać urzędników do jego pacyfistycznej wymowy jednak Mechaniczny Pies został zablokowany i na płycie go nie ma. Inwestorem była firma Biuro Usług Promocyjnych UP z Trójmiasta. Prywatna firma w roli producenta to był wówczas ewenement. Wiązały się z tym problemy w rozliczeniach oraz trudności w procesie tłoczenia w jedynej takiej placówce w Polsce, mieszczącej się na terenie zakładów zmilitaryzowanych Pronit w Pionkach. W końcu po dwóch latach udało się doprowadzić do wydania tego albumu przez Tonpress w skomplikowanym w czasach tzw. „gospodarki uspołecznionej” trybie licencji pozyskanej od UP.


A skąd nazwa „Rock’n’Roll” ? Ponoć na płycie miała znaleźć się nowa wersja utworu „TSA Rock” pod tym tytułem ?


Nazwa TSA Rock'n'Roll wzięła się stąd, że mieliśmy w branży przyklejoną etykietę Heavy Metal Rock, podczas gdy tak naprawdę graliśmy hard rocka a nawet blues rocka. Owszem, były w muzyce TSA elementy metalu, ale kiedy wybuchła eksplozja thrash metalu, nijak się to nie miało do stylu TSA. Postanowiliśmy więc przekornie nazwać naszą muzykę „Rock'n'Roll”.


Zdj. Tadeusz Parcej


W 1989 r ukazała się kasetowa wersja "Rock’n’Rolla" wydana przez Polton. Znalazł się na niej ocenzurowany wcześniej "Mechaniczny Pies" oraz nowa wersja "51" w której gościnnie pojawił się Andrzej Nowak. I tu pytania, czy gościnny udział Andrzeja w sesji był już jakby zapowiedzią jego powrotu do TSA? I drugie pytanie, dlaczego na kasecie nie znalazł się "Pierwszy karabin", moim zdaniem najlepszy utwór tej płyty.


Podczas sesji do albumu TSA Rock'n'Roll, która jak wcześniej wspominałem odbywała się w studio krakowskiego teatru STU, postanowiliśmy zarejestrować nową wersję „51” na potrzeby emisji radiowych. Ta z płyty TSA „Live” była wg redaktorów zbyt długa, no i domagali się wersji studyjnej. Nagraliśmy utwór w nowej skróconej aranżacji oraz wykorzystując gitary akustyczne. Okazało się akurat wtedy, że Andrzej jest w Krakowie. Stąd już prosta droga do zaproszenia go aby zagrał solo.
Wtedy jeszcze nie było mowy o jego powrocie do zespołu. Jednak utrzymywaliśmy w miarę dobry kontakt, bywaliśmy u siebie. Graliśmy wspólnie z TSA rocznicowe koncerty a ja miałem nawet epizod w Jarocinie 1986 z jego zespołem Harley-Davidson.
Ogólnie sytuacja w kraju była wtedy nieciekawa. Nie było koncertów, muzycy imali się innych zajęć. Kiedy nadeszła propozycja współpracy od Jerzego Gruzy z Teatru Muzycznego w Gdyni a zespół opuścił Tosiek Degutis postanowiłem zaproponować Andrzejowi granie w TSA. On wtedy też nie narzekał na nadmiar zajęć ,więc się zgodził. I tak doszło do jego powrotu.
Jeśli zaś chodzi o zawartość TSA „Rock'n'Roll” to wszystko jest zasługą GUKPPiW (Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk). Przypomnijmy, że instytucja ta działała do 1989 roku włącznie. Gdy udało się doprowadzić do wydania płyty na winylu ofiarą cenzury padł „Mechaniczny Pies”. Gdy Polton wydawał kasetę innemu cenzorowi podpadł „Pierwszy Karabin”. Trudno dziś doszukiwać się logiki w decyzjach ówczesnych urzędników. Wiadomo jednak, że bez stosownego dokumentu zatwierdzającego zgodę żadne wydawnictwo nie miało prawa bytu.
Polton aby wypełnić repertuarowo kasetę umieścił tam radiową wersję „51”. Okładkę zmienili bo oryginalna była dla nich chyba zbyt artystycznie odjechana i dali tam jakąś latającą gitarę (śmiech). Nie pamiętam, żeby ktoś to z nami konsultował.


Faktycznie  okładka  kasetowej  wersji  "Rock'n'Rolla" była dramatyczna. A skoro już  wspomniałeś o Jerzym Gruzie, to muszę zapytać o Jesus  Christ Superstar. To musiało być dla Was olbrzymie  wyzwanie zmierzyć się z tak legendarną rock-operą.  Nie  mieliście  obaw, że zadanie  może  Was  przerosnąć ?


Z „przerostem” nie było problemu. Raczej z adaptacją, bądź co bądź, musicalu napisanego przez kompozytora a nie rockmana. Największe obawy dotyczyły współpracy z orkiestrą. Z początku trochę się z nami droczyli bo my chcieliśmy to grać z czuciem, po swojemu a dyrygent rozkładał partyturę i oczekiwał odegrania od taktu nr taki do taktu nr taki to a taki. Nam zależało na artystycznym opracowaniu musicalu i wniesieniu tam swojego brzmienia a napotkaliśmy pewien opór. Na szczęście Gruza był bardzo otwartym i wyrozumiałym reżyserem. Postanowił dać nam szansę i polecił dyrygentowi aby przychylił się do naszej koncepcji. Skończyło się na tym, że Zbyszek nabijał tempo a dyrygent niejako przekazywał to orkiestrze i zaczynaliśmy grać razem dobrze i równo. Kiedy pokazaliśmy na co nas stać, dostaliśmy zwyczajowy aplauz od całej orkiestry i zrobiło się miło.


Czas na pytanie o TSA Evolution. W 1991 roku oglądałem w TV Wasz występ na festiwalu w Opolu, tam obok klasyków zagraliście bodajże trzy nowe utwory, „We Are Together”, „Don’t Give Up” i „Queen Of The Highway”. Czy wtedy powstał materiał na całą płytę i czy jest szansa, że kompozycje te wykorzystane będą w innym projekcie ?


Pamiętam jak ulegliśmy wtedy sugestiom producentów, że trzeba robić piosenki po angielsku, gdyż wchodzimy na rynki światowe i teraz tak trzeba. Okazało się to błędem i m.in. przyczyniło się do przedwczesnego zakończenia projektu TSA Evolution. Oprócz tych trzech piosenek powstało osiem utworów w formie instrumentalnej. Podkłady te zostały zarejestrowane w studio Izabelin. Wówczas pracowało się na magnetofonach a taśmy wielośladowe były trudne do zdobycia, więc wykorzystywało się je do wielokrotnego nagrywania różnych wykonawców. Zespół się nie utrzymał przy życiu, więc taśma została użyta do innych nagrań, co oznaczało niestety skasowanie naszych utworów. Nie było kopii zapasowych, więc jedyne co zostało, to słabej jakości kaseta audio. Mieliśmy w planie 11 piosenek na album, ale w formie profesjonalnej ocalało jedynie nagranie „We Are Together”. Pozostałe dwa utwory z angielskim tekstem („Don't Give Up” i „Queen Of The Highway”) można usłyszeć na YT w formie mp3 pozyskanych z kasety. Wokale z tekstem do pozostałych podkładów nie zostały ukończone ponieważ zespół przestał funkcjonować. Dwie kompozycje powstałe w tamtym okresie zostały w nowych aranżacjach wykorzystane na płycie TSA Proceder. Reszta pozostaje na ten moment w archiwum.


Mamy 1990 rok, ty reaktywujesz TSA w nowym składzie i niedługo potem następuje pierwsza wojna o nazwę. W 1991 niedługo po Waszym występie na festiwalu w Opolu, w Jarocinie pojawia się TSA z Piekarczykiem i Nowakiem. I słynne słowa Marka ze sceny "szkoda że tu nie ma reszty zespołu TSA, ale nie chcieli z nami zagrać". Jak było na prawdę? Czy w ogóle Piekarczyk z Nowakiem złożyli Wam wtedy jakąkolwiek propozycje ?


Kiedy w 1989 roku Marek Piekarczyk ogłosił odejście z TSA były przymiarki do szukania nowego wokalisty. Niestety bezskuteczne. Zespół praktycznie przestał istnieć. W 1990 roku podczas koncertu w Trójmieście z ówczesnym zespołem Blues Power, przyszedł późniejszy gitarzysta zespołu IRA Piotrek Łukaszewski i zadaje Januszowi Niekraszowi pytanie: dlaczego TSA nie gra ? Na odpowiedź, że nie mamy wokalisty, on proponuje znajomego Janusza „Johnny'ego” Pyzowskiego. Twierdził, że sobie poradzi, ma odpowiednią skalę głosu i byłby chętny do współpracy. Zapamiętaliśmy to i pojechaliśmy do domu. W międzyczasie zgłosił się organizator wyjazdu na Festiwal Piosenki Polskiej w Witebsku (wtedy ZSRR). Piekarczyk indagowany przez telefon odmówił. Nowak też nie wykazał zainteresowania. Przypomnieliśmy sobie o propozycji Łukaszewskiego. W ten sposób poskładaliśmy zespół o brakujące ogniwa i pojechaliśmy na ten Festiwal z Piotrkiem na gitarze i Johnnym na wokalu. W ostatniej chwili Zbyszka Kraszewskiego z powodu odniesionej kontuzji zastąpił Marek Kapłon. Tamte koncerty skłoniły nas do próby reaktywowania zespołu również w Polsce. Zorganizowaliśmy próby aby opanować repertuar i pracować nad nowymi piosenkami. Zagraliśmy kilkakrotnie w małych salach, aby sprawdzić czy ma to sens. Rezultaty były obiecujące. Wiosną 1991 otrzymaliśmy propozycję występu podczas koncertu rockowego na Festiwalu Piosenki w Opolu. Zagraliśmy kilka starych przebojów i 3 nowe utwory. To się najwidoczniej nie spodobało Andrzejowi i Markowi. Postanowili powołać swój skład i w sierpniu 1991 wystąpili w Jarocinie. Nie było z ich strony propozycji wspólnego tam zagrania. Mało tego, byłem wtedy w Jarocinie i nie podobało mi się to co Marek mówił. Dzisiaj niechętnie do tego wracam bo jest to historia obfitująca w błędy i wypaczenia, które nie przynoszą chluby temu zespołowi. Spory o używanie nazwy znalazły swe miejsce na sali sądowej, lecz nie znalazły tam rozstrzygnięcia. Pozostawiły jedynie niesmak. Finalnie nikomu nie wyszło to na dobre. Nasz skład zmienił nazwę na TSA Evolution i wkrótce zakończył działalność a Nowak z Piekarczykiem wyemigrowali do USA również kończąc ten etap w historii TSA.


Faktycznie zawirowań z nazwą było dużo, temat trudny bo podzielił też Waszych fanów. Niestety niektórzy byli muzycy TSA nie uczą się na własnych błędach. A tak dla rozluźnienia i poprawienia humoru, czy mógłbyś opowiedzieć jakąś śmieszną historię związaną z TSA ? Z całą pewnością jest ich wiele, ale chodzi mi o taką, której fani TSA nie znają.


Przypomina mi się historia związana z pobytem na Festiwalu Polskiej Piosenki w Witebsku. Otóż w amfiteatrze poznaliśmy Jefima który pracował przy imprezie jako kierowca ciężarówki. Pamiętam, że jeździł ZIŁ-em na gaz i miał zamontowane pod paką 7 butli. Tenże Jefim zaproponował nam swoje usługi jako taxi, gdyż miał swojego prywatnego Moskwicza. Podczas przejażdżki wywiązała się dyskusja o tym, jak to my w zespole jeździmy na Harleyach. A Jefim na to, że zna gościa, który jeździ do pracy Harleyem. My pytamy jak to możliwe w tym komunistycznym kraju ? A on na to, że to taki stary Harley z wojny i jeszcze z wózkiem bocznym. Dowiedział się, że tamten chce sprzedać motor bo wydaje córkę za mąż i potrzebuje pieniędzy na wesele. Zawiózł nas w zakamarki Witebska gdzie w umówionym miejscu czekaliśmy na przyjazd Harleyowca. Wtem nadjeżdża wojenny Harley WLA42 z przytroczoną na ramie od radzieckiego motocykla niemiecką gondolą. Trzeba tu wyjaśnić, że Rosjanie w czasie II wojny otrzymywali w ramach wsparcia od Amerykanów motocykle Harley-Davidson i Indian. Stąd takie znalezisko za wschodnią granicą. Kupiliśmy od tego Pana motocykl i trochę części w skrzyniach. Jak się okazało były tam jeszcze 3 silniki i 6 skrzyń biegów. W tym miejscu trzeba zaznaczyć, że na tym festiwalu występowali bardzo znani polscy artyści. Widzieć ich miny, kiedy my pakowaliśmy się z tym ociekającym olejem bałaganem do autobusu a potem do pociągu - bezcenne.


Gdybyś miał możliwość stworzenia zespołu ze składem Twoich marzeń, to kto oprócz Ciebie by się w nim znalazł ? Mogą to też być muzycy, których już nie ma wśród nas.


To jest kwestia z gatunku czystego science fiction. Więc i odpowiedź będzie taka:
Na gitarze Dawid Bowie, na basie Stefan Machel, na perkusji Dave Grohl, na klawiszach Ryuichi Sakamoto, na trąbce Tomasz Stańko, na wokalu Czesław Niemen.
W realu mam marzenie, aby w tych trudnych czasach udało się ukończyć projekt, w którym uczestniczą: Darek Budkiewicz – bas, Adam Kłos – gitary, Stefan Machel – gitary, Tomasz Olejnik – śpiew, Marcin Papior – perkusja.


Na koniec pytanie, dla mnie i nie tylko dla mnie, chyba najważniejsze. Gdyby w przyszłości ze strony Andrzeja Nowaka i Marka Piekarczyka pojawiła się wola reaktywacji TSA, to czy Ty również byłbyś tym zainteresowany ?


Nie wykluczam takiej opcji.


Wlałeś ogromne pokłady nadziei w serca fanów TSA. Wielkie dzięki za rozmowę i oczywiście życzę Ci sukcesów z projektem o którym mówiłeś, a także dużo zdrowia w tych niepewnych czasach.


Również dziękuję.


---

Dla Szarpidrut Pl Szczepan Szczepański

Zgłoś nieodpowiednie treści



LOGOWANIE

Zamknij

REJESTRACJA

Zamknij
lub

Masz już konto w Szarpidrut.pl?

Zaloguj się w Szarpidrut.pl

ODZYSKIWANIE HASŁA

Zamknij
Odbierz pocztę e-mail! Wysłaliśmy tam wiadomość! Nie ma? Sprawdź folder SPAM
Nie mamy takiego adresu w bazie!

Podaj adres e-mail, którym logujesz się do serwisu - wyślemy tam link do wygenerowania nowego hasła