Karolina Hejmanowska "Adres w sercu" | NEWSY

Karolina Hejmanowska "Adres w sercu"

Jakiś czas temu na Facebooku wspominałem, że jestem w posiadaniu „wehikułu czasu”. Wówczas pojawiły się spekulacje i uśmiechy, dzisiaj wyjaśniam, że wówczas na myśli miałem książkę, dokładnie debiutancką powieść autorstwa Karoliny Hejmanowskiej, wydaną w dwóch częściach zatytułowaną „Adres w sercu”,. Odkąd przysiadłem do lektury, podróże w czasie towarzyszyły mi niemalże codziennie. Cofnąłem się w czasie do lat dziewięćdziesiątych, przebiegłem przez teraźniejszość, a ostatnio nawet wypuściłem się w przyszłość.

Nie mam zamiaru streszczać książki, czy robić charakterystyki postaci. O tym zapewne przeczytacie w innych recenzjach, czy w opisach obu części powieści.

Karolina (znamy się, więc tak pozwolę sobie tak pisać) wciągnęła mnie w nieszablonową historię, która przepełniona jest muzyką, przyjaźnią, miłością. Spotkałem bohaterów, którzy momentami przypominali moich znajomych z młodzieńczych lat. Taką fajną ekipę punków i metali, którzy przyjaźń połączyli ze wspólną pasją słuchania muzyki. Podobnie i ja wspominam swoją „szajkę”. Momentami wspólne fascynacje, innym razem odskocznie. Tak było. Z tą różnorodnością gatunków to, też jest tak, jak w życiu wielu z nas, mimo, że gdzieś tam w głębi dominuje nasz ulubiony gatunek, to zawsze pojawiają się odstępstwa czy przypadkowa muzyka (np. w radiu) – a i ta się pojawia.  Utwór, który się „usłyszałem” książkowym w radiu przywołuje moje bardzo ważne wspomnienia. Taki chyba nieświadomy ukłon w stronę moich wspomnień.

Dzięki „Adresowi w sercu” wróciłem do beztroskich imprez, szalonych koncertów czy nawet do potyczek ze skinheadami. Oczywiście książka ma swój tor, który wraz z rozwojem akcji odbiega od moich wspomnień, a zaczyna funkcjonować w wykreowanym przez autorkę świecie, żyć zdarzeniami, emocjami i komplikacjami za którymi poszedłem niemalże bez pamięci. Powieść zaliczana jest do kategorii „dramat, romans obyczajowy”, jednak z każdą stronicą akcja wciąga i nabiera rumieńców, a gdy już wydaje się czytelnikowi przewidywalna, że już wszystko wie, to następuje taki zwrot akcji, który niszczy przypuszczenia. Struktura książki momentami przypomina „komedię przypadków”, choć komedią nie jest. Nie oznacza to oczywiście, że nie ma zabawnych sytuacji. Nie raz się uśmiałem, ale i nie raz wzruszyłem czy wściekłem na głównych bohaterów.

Może to wydawać się dziwne, ale w książce pojawia się mnóstwo świetnej muzyki, od punkowej, która dominuje, poprzez metalową rockową czy pop. Utwory świetnie odzwierciedlają czasy w których osadzona jest fabuła. Może nie dla wszystkich, ale na pewno dla mnie jest to muzyka, którą w dużej mierze znam, a czytając, w głowie słyszałem dźwięki, nie wspominając o znajomości tekstów. Stąd moje, trochę takie sentymentalne podejście i porównanie jej do wehikułu czasu. Muzyki jest tyle, że spokojnie można byłoby stworzyć „książkowy soundtrack”. Świadczy o tym choćby sam tytuł, który nawiązuje do utworu zespołu Ira. Podążając za bohaterami powieści, byłem na wielu koncertach, przesłuchałem nie jeden album, wróciłem do niejednego krążka, a raczej kasety. Przywołałem z pamięci ówczesne pisma muzyczne takie, jak „Brum”. Przypomniałem sobie o sklepach muzycznych, w których kiedyś kupowało się kasety, przesłuchując zaledwie fragment, albo na podstawie okładki, bo kolejka była duża, a sprzedawca nie miał czasu na zabawę w przewijanie taśm. Oczywiście inaczej było z materiałem, na który się oczekiwało. Wówczas zaglądało się codziennie i pytało, czy była dostawa... i znowu mnie poniosło w tamte czasy. Tak właśnie działa ta książka – nie wiadomo kiedy odpływamy w otchłań swoich wspomnień. Ja mam to szczęście, że bardzo dobrze pamiętam tamte czasy i tamtą muzykę, która dla mnie stała się „wehikułem”. Wielki szacunek dla Karoliny, która podjęła trud odzwierciedlenia czasów, których nie dane było jej przeżywać. W moim odczuciu idealnie skomponowała repertuar muzyczny, ale i świetnie opisała świat bez internetu, świat, który budowały aktywne relacje, żywy kontakt i dialog.

Lekturę z czystym sumieniem polecam. Powieść wciąga od pierwszych stron, tak jak wspomniałem wraz z bohaterami podróżujemy w czasie zaczynając od roku 1994 i słynnego, ostatniego festiwalu w Jarocinie sukcesywnie zbliżając się do teraźniejszości, a nawet ją wyprzedzając. „Adres w Sercu” jest nie tylko muzycznym obrazem lat dziewięćdziesiątych czy dwutysięcznych, to przede wszystkim powieść o wartościach takich jak wierność w przyjaźni i miłości, o marzeniach i ich spełnianiu czy wierności poglądom. Jedyną jej wadą jest to, że należy do grupy książek, które powodują smutek w momencie gdy się kończą.

W książce „usłyszycie” m.in. Smar SW, Dezertera, Włochatego, The Billa, Deep Purple, Metallikę, Testament, Wilki, wspomnianą Irę czy Kasię Kowalską.

Ocena: 5/5

Obie części powieści dostępne są m.in. w sieci sklepów Empik lub tutaj  

22 lutego 2021 r.
\m/Woszczewski (FB: Stary Metalowiec)

Zgłoś nieodpowiednie treści



LOGOWANIE

Zamknij

REJESTRACJA

Zamknij
lub

Masz już konto w Szarpidrut.pl?

Zaloguj się w Szarpidrut.pl

ODZYSKIWANIE HASŁA

Zamknij
Odbierz pocztę e-mail! Wysłaliśmy tam wiadomość! Nie ma? Sprawdź folder SPAM
Nie mamy takiego adresu w bazie!

Podaj adres e-mail, którym logujesz się do serwisu - wyślemy tam link do wygenerowania nowego hasła